Okazuje się, że cytat nie pochodzi wcale od rozczarowanej Unią grupy eurosceptyków z Grecji czy Wielkiej Brytanii. Znajdziemy go w rezolucji Parlamentu Europejskiego z maja 2010 r. zatytułowanej Przybliżenie jednolitego rynku konsumentom i obywatelom[1]. Nie mniej pesymistycznie brzmią słowa Komisji Europejskiej z jej komunikatu Europa 2020, że od dłuższego czasu daje się zauważyć „pewne zmęczenie i rozczarowanie integracją w odniesieniu do jednolitego rynku. Kryzys zrodził pokusę gospodarczego nacjonalizmu[2].

Chyba warto zadać sobie pytanie, czy to, z czym rzeczywiście mamy do czynienia, powinniśmy nazwać „zmęczeniem i rozczarowaniem”. Jakie właściwie jest nasze, Polaków, nastawienie wobec jednolitego rynku Unii Europejskiej – negatywne, obojętne, pozytywne? Czy rzeczywiście jesteśmy nim zmęczeni i rozczarowani? Śmiem twierdzić, że cokolwiek nie powiemy, wynikać to będzie z faktu, że o zasadach funkcjonowania i celach jednolitego rynku statystyczny obywatel Rzeczypospolitej Polskiej po prostu niewiele wie. Zresztą do dzisiaj mówimy o nim zwykle ‘wspólny rynek’ (common market) zamiast ‘jednolity rynek’ (single market), choć ten pierwszy termin nie jest już aktualny od szeregu lat (dokładnie – od 1993 roku). Ten swoisty ‘rebranding’ nastąpił zresztą nie bez powodu, zbyt wiele w tym czasie się zmieniło.

Wprawdzie również obecnie, tak jak to zostało zapisane w Traktatach rzymskich podpisanych w 1957 roku, fundamentem prawnym rynku Unii Europejskiej pozostają tzw. cztery swobody (Four Freedoms) – swobodny przepływ towarów, usług, kapitału i osób. Jednak w obecnym kształcie jednolity rynek jest już zupełnie inną konstrukcją niż w 1968 roku, kiedy wspólny rynek zaczął realnie funkcjonować po wprowadzeniu w życie przez państwa członkowskie EWG unii celnej i zniesieniu przez nie ceł wewnętrznych na całym obszarze Wspólnoty. I właśnie przez kilka kolejnych dziesięcioleci jedynym w miarę sprawnie działającym elementem wspólnego rynku był przepływ towarów. Pozostałe ‘swobody’ były skutecznie ograniczane przez poszczególnych członków Wspólnoty starających się chronić swoje krajowe interesy – a pamiętajmy, że w tym czasie istotne postanowienia dotyczące eliminacji istniejących barier wymagały zgodnej decyzji wszystkich państw.

Dopiero na sesji w Brukseli w marcu 1985 roku Rada Europejska stwierdziła, że czas na niekończące się debaty dobiegł końca. Efektem była Biała Księga przedstawiona przez Komisję Europejską już w czerwcu tego samego roku na posiedzeniu Rady w Mediolanie[3]. Wskazano w niej na konieczność wdrożenia do końca 1992 roku programu obejmującego 279 istotnych zmian legislacyjnych w prawie wtórnym Wspólnoty eliminujących wewnętrzne bariery (w tym szereg klauzul ochronnych) i kontrole graniczne. Co najważniejsze, zniesiona została (z pewnymi tylko wyjątkami) obowiązująca dotąd zasada jednomyślności w głosowaniach nad zmianami. Równie doniosły w skutkach okazał się zakaz wprowadzania nowych stałych ograniczeń, z czego wcześniej poszczególne państwa skwapliwie korzystały.

Proces rozwijającej się integracji w ramach wspólnego/jednolitego rynku znalazł odzwierciedlenie w zapisach kolejnych traktatów – z Maastricht (1993 r.) i Amsterdamu (1999 r.). Szczególnie ten pierwszy był znaczący, gdyż wykreował koncepcję europejskiego obywatelstwa z daleko idącym pakietem praw obywatela Unii Europejskiej. Przeniósł również do prawa traktatowego – a więc dokumentu najwyższej rangi – zapisy znoszące większość instrumentów kontroli kapitału i transferu płatności. Wydawało się, że proces unijnej integracji, i to w zakresie wszystkich czterech swobód, nabiera tempa i jest nie do powstrzymania. Nie na długo.

Dość powszechne poczucie samozadowolenia i optymizmu co do przyszłości jednolitego rynku UE i jego dalszej konsolidacji prysło jak bańka mydlana – pytanie, czy nie bezpowrotnie – wraz z nadejściem globalnego kryzysu finansowego i gospodarczego. W słynnym Raporcie Monti’ego z 2010 roku autorzy podsumowali swoje raczej ponure spostrzeżenia stwierdzeniem, że „Unia stanęła w obliczu szczególnie trudnego czasu w historii integracji jednolitego europejskiego rynku[4]. Odpowiedzią Unii, w ślad za zaleceniami raportu, stały się dwa komunikaty Komisji Europejskiej – Akt o jednolitym rynku z 2011 r.[5] i Akt o jednolitym rynku II z 2012 r.[6] – określające pakiet 12 działań podstawowych (tzw. dźwigni) oraz 50 działań uzupełniających służących pobudzeniu wzrostu gospodarczego (i zwiększeniu zatrudnienia) oraz wzmocnieniu zaufania.

Działania priorytetowe wymienione w obu aktach pokazują, jak szerokim pojęciem jest obecnie jednolity rynek Unii Europejskiej. Oczywiście, wśród dźwigni nie brakuje priorytetów o podłożu czysto ekonomicznym – jak np. postulowane działania mające na celu zwiększenie dostępu MŚP do finansowania, wprowadzenie przepisów tworzących unijne ramy prawne sprzyjające rozwojowi etycznych funduszy inwestycyjnych, zmianę przepisów dotyczących europejskiego systemu normalizacji oraz zamówień publicznych czy też uproszczenie dyrektyw dotyczących standardów rachunkowości.  Ale są też dźwignie, w przypadku których naturalne wydaje się odczucie, że dotyczą nas bezpośrednio, indywidualnie. Nas i naszego codziennego życia. Gdybyśmy poszukali (lub gdyby któraś z instytucji zechciała dotrzeć do nas z tą informacją), to wśród wdrażanych obecnie działań priorytetowych mających służyć rozwojowi jednolitego rynku znaleźlibyśmy program modernizacji przepisów dotyczących uznawania kwalifikacji zawodowych. A w nim: uproszczenie procedur wzajemnego uznawania kwalifikacji pracowników mobilnych, zmiany w podejściu do zagadnienia zawodu regulowanego, wprowadzenie europejskiej legitymacji zawodowej, umożliwienie przenoszenia na terenie całej Unii zdobytych uprawnień do dodatkowych świadczeń emerytalno-rentowych, zmiany w regulacjach dotyczących działalności instytucji pracowniczych programów emerytalnych. I szereg innych nowelizacji.

Znaleźlibyśmy także nowe regulacje w sprawie alternatywnych metod rozstrzygania sporów. To także dotyczy nas bezpośrednio, bo kryją się za tym działania mające wzmocnić zaufanie konsumentów do jednolitego rynku – naszą wiarę w możliwość uzyskania zadośćuczynienia w przypadku konfliktu z dostawcą towaru lub usługi. A straty konsumentów, których można by uniknąć dzięki nowym regulacjom szacowane są na 0,16-0,45% PKB całej Unii Europejskiej. To, z grubsza, 20 do 58 miliardów euro[7]. Tyle rocznie tracimy z powodu luk w przepisach i niedostatecznym ich zharmonizowaniu w skali całej Unii.

O ile pierwszy z wymienionych powyżej kluczowych celów (pobudzenie wzrostu gospodarczego) w zasadzie nie wymaga komentarza, to już ten drugi (wzmocnienie zaufania) powinien zwrócić naszą uwagę. Duża część planowanych/prowadzonych działań modernizujących jednolity rynek unijny ma cel dualny. Przykładowo, działanie priorytetowe prowadzące do zmiany przepisów dotyczących infrastruktury energetycznej i transportowej – w celu określenia i wdrożenia projektów o znaczeniu ogólnoeuropejskim oraz zapewnienia interoperacyjności i intermodalności – służy ewidentnie celom gospodarczym. Bez zintegrowanej infrastruktury wydajnych sieci (w tym komunikacji elektronicznej) nie jest możliwa skuteczna integracja gospodarcza w skali całej Unii.

Ale aspekt makro to tylko jedna strona medalu. Jest bowiem i aspekt mikro, czyli zyski dla każdego (każdej) z nas z osobna. Zintegrowana w skali Unii infrastruktura transportowa to szybszy, tańszy transport – a więc nasza większa mobilność i niższe koszty przewozu, a co za tym idzie, możliwość obniżenia cen nabywanych przez nas towarów i wyższej jakości usługi transportowe. Zintegrowany, sprawny system komunikacji elektronicznej to z kolei szybkie sieci przesyłu informacji, a zatem łatwość kontaktu i pozyskiwania przez nas wiadomości, tańszy dostęp do wiedzy. Wreszcie, integracja unijnej infrastruktury energetycznej to nic innego jak większe bezpieczeństwo energetyczne każdego kraju członkowskiego i jego mieszkańców, temat, o którym ostatnio tyle się mówi.

Kryzys spowodował, że takie spojrzenie na jednolity rynek wyraźnie znalazło się w odwrocie. Zwycięża gospodarczy (i nie tylko gospodarczy) nacjonalizm. Interesuje nas doraźne rozwiązywanie problemów bezpośrednio nas otaczających – teraz i tutaj – a nie jakieś tam wizje lepszego jutra całej Unii. Nie brakuje również opinii, że już osiągnięty stopień integracji jest całkowicie wystarczający (lub wręcz nadmierny), a kroczenie dalej tą drogą stanowi wyłącznie pożywkę dla eurokratów i oznacza jeszcze większe przeregulowanie rynku.

Czy tak jest w rzeczywistości? Według raportu The Cost of Non-Europe in the Single Market z września 2014 roku, opracowanego przez European Added Value Unit – zespół poważny, bo będący częścią Biura Analiz Parlamentu Europejskiego (European Parliamentary Research Service) – pozostały niewykorzystany z powodu barier potencjał w zakresie swobodnego przepływu towarów w UE jest wart 183 do 269 miliardów euro rocznie. Inaczej mówiąc, to 1,4-2,2% PKB całej Unii.

Większa integracja unijnego rynku usług (jej poziom jest znacznie niższy niż w przypadku obrotu towarami) mogłaby w perspektywie przynieść, według raportu, dalsze 338 do 637 miliardów euro rocznie (2,6-5,0% PKB). Sama tylko istniejąca fragmentacja cyfrowego jednolitego rynku to strata rzędu 36 do 75 miliardów euro rocznie. Wydać się może, że niedużo, niemniej jest to 0,3-06% PKB UE. Lepiej zorganizowane procedury transgranicznych przetargów publicznych pozwoliłyby z kolei zaoszczędzić 36 do 66 miliardów euro (dalsze 0,3-05% PKB)[8].

W sumie, zamknięcie wszystkich ‘dziur’ w mechanizmie jednolitego rynku dałoby, zdaniem autorów raportu, korzyść na poziomie minimum 651 miliardów euro rocznie – czyli 5,08% unijnego PKB). Kwota wręcz niewyobrażalna, choć załóżmy, że zawyżona, gdyż raport ten powstał na potrzeby instytucji unijnych, a nie grupy eurosceptyków. Podzielmy zatem tę kwotę przez2, amoże nawet przez 4. To nadal są olbrzymie pieniądze. Powiedzmy wprost – olbrzymie utracone potencjalne zyski.

Ale problem jest jeszcze poważniejszy. We wspomnianej na wstępie rezolucji Przybliżenie jednolitego rynku konsumentom i obywatelom Parlament Europejski wyraźnie stwierdza, że integracja w ramach jednolitego rynku nie jest procesem nieodwracalnym, zaś jego trwałe istnienie nie powinno być przyjęte jako dane raz na zawsze[9]. Nie przesądzając z góry, jaka perspektywa jest dla nas korzystna, oznacza to, że równie dobrze integracja może dalej postępować, może zatrzymać się na obecnym etapie, bądź też możemy pójść w kierunku defragmentacji jednolitego rynku. To nic trudnego otoczyć poszczególne rynki krajowe barierami tworzonymi „w dobrze pojętym interesie narodowym”. Obecnie – kiedy zajęci kryzysem, falą migrantów i zagrożeniem terrorystycznym nie bardzo mamy głowę do zajmowania się wizjonerskimi rozważaniami na temat przyszłości Unii Europejskiej – każde z tych rozwiązań wydaje się równie możliwe.

Warto chyba w tym miejscu, na sam koniec, zadać pytanie: czy ktoś z czytających ten tekst miał kiedykolwiek okazję zapoznać się z którymś z wymienionych wyżej dokumentów, bądź innym, także dotyczącym jednolitego rynku Unii Europejskiej? Wiele podjętych już programów mających na celu integrację unijnego rynku poprzedziły konsultacje publiczne ogłaszane przez Komisję Europejską. Takie konsultacje odbyły się m.in. w sprawie propozycji przedstawionych w komunikacie W kierunku aktu o jednolitym rynku[10] i – tradycyjnie już, zgodnie z prawem UE – były one adresowane nie tylko do instytucji unijnych i władz publicznych krajów członkowskich, ale w równym stopniu do stowarzyszeń, uczelni, podmiotów gospodarczych i, last but not least (czyli: nie mniej ważnych), obywateli Unii Europejskiej. Każdy miał prawo przesłać do Komisji Europejskiej swoją prywatną opinię i wszystkie zawarte w niej uwagi i sugestie musiały zostać przeanalizowane (co oczywiście nie znaczy, że uwzględnione)[11].

A zatem, skoro powyższy tekst zaczął się od pytania, zakończmy go również pytaniem. Ilu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej – korzystając, od momentu naszej akcesji, z niezbywalnych praw obywatela Unii Europejskiej[12] – wysłało do Komisji Europejskiej swoje indywidualne uwagi i opinie w sprawie proponowanych zmian w mechanizmach jednolitego rynku?

Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi, choć może być nią stwierdzenie, że jeszcze nie nauczyliśmy się, iż nieobecni nie mają racji. A my, jako społeczeństwo, jesteśmy bardzo nieobecni – a nie zmęczeni czy rozczarowani jednolitym rynkiem.



[1] Przybliżenie jednolitego rynku konsumentom i obywatelom, Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 20 maja 2010 r. w sprawie przybliżenia jednolitego rynku konsumentom i obywatelom (2010/2011(INI)), P7_TA(2010)0186.

[2] Europa 2020. Strategia na rzecz inteligentnego i zrównoważonego rozwoju sprzyjającego włączeniu społecznemu, Komunikat Komisji, COM(2010) 2020 wersja ostateczna, Komisja Europejska, Bruksela, 3.03.2010.

[3] Completing the Internal Market. White Paper from the Commission to the European Council (Milan, 28-29 June 1985), COM(85) 310 final, Commission of the European Communities,Brussels, 14 June 1985.

[4] M. Monti, A new Strategy for the Single Market. At the Service of Europe’s Economy and Society, Report to the President of the European Commission, 9 May 2010, http://ec.europa.eu/internal_market/strategy/docs/monti_report_final_10_05_2010_en.pdf

[5] Akt o jednolitym rynku. Dwanaście dźwigni na rzecz pobudzenia wzrostu gospodarczego i wzmocnienia zaufania „Wspólnie na rzecz wzrostu gospodarczego”, Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów, COM(2011) 206 wersja ostateczna, Komisja Europejska, Bruksela, 13.04.2011.

[6] Akt o jednolitym rynku II. Razem na rzecz wzrostu gospodarczego, Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów, COM(2012) 573 wersja ostateczna, Komisja Europejska, Bruksela, 3.10.2012.

[7] Podana górna granica strat pochodzi z raportu The Cost of Non-Europe in the Single Market. Patrz: Z. Pataki, The Cost of Non-Europe in the Single Market. ‘Cecchini Revitised’, An overview of the potential economic gains from further completion of the European Single Market, CoNE 1/2014, European Parliamentary Research Service, European Added Value Unit, PE 510.981,Brussels, September 2014, DOI: 10.2861/57536.

[8] Patrz: Z. Pataki, The Cost of Non-Europe in the Single Market. ‘Cecchini Revitised’, An overview of the potential economic gains from further completion of the European Single Market, op. cit.

[9] Przybliżenie jednolitego rynku konsumentom i obywatelom, op. cit., s.6.

[10] W kierunku Aktu o jednolitym rynku. W stronę społecznej gospodarki rynkowej o wysokiej konkurencyjności. 50 propozycji na rzecz wspólnej poprawy rynku pracy, przedsiębiorczości i wymiany, Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów, COM(2010) 608, Komisja Europejska, Bruksela, 27.10.2010.

[11] Overview of responses to the public consultation on the Communication ‘Towards a Single Market Act’, Commission Staff Working Paper, SEC(2011) 467, Brussels, 13.4.2011 Overview of responses to the public consultation on the Communication ‘Towards a Single Market Act’, Commission Staff Working Paper, SEC(2011) 467, European Commission,Brussels, 13.4.2011.

[12] Tak na marginesie – kto wie, jakie prawa zapewnia pakiet praw obywatela Unii Europejskiej?