Nad tragedią pochylam nisko głowę, modląc się za zamordowanych i ich bliskich, którzy tu na ziemi muszą zmierzyć się z cierpieniem. W obliczu tej tragedii nie wyrażam publicznie swojej opinii bowiem wolę podyskutować w gronie najbliższych. Zostawiam to mądrzejszym autorytetom choć coraz częściej zastanawiam się nad poziomem telewizyjnych debat i komentarzy dziennikarzy oraz zapraszanych gości. Kiedy było powszechnie wiadomo, że do zbrodniczego aktu terroryzmu przyznało się tzw. państwo islamskie, kilka godzin później dziennikarz zapytał wybitnego specjalistę o to czy to pojedyncze zorganizowane ataki, czy też zaplanowana z zewnątrz akcja? Takich „kwiatków” dziennikarskich i wypowiedzi była dzisiaj cała lawina. Pomyślałam, że może w obliczu tej tragedii ludziom rozum odbiera i nie mogą logicznie myśleć.

A ja cóż? Musiałam przemyśleć w spokoju kilka rzeczy, zweryfikować moje poglądy, za które ostatnio zostałam prawie słownie zlinczowana. Ot co – demokracja! Jesteś przeciw mulikulti! Ty naukowiec, który powinien być tolerancyjny!

Owszem, jestem otwarta i tolerancyjna, ale w imię poprawności politycznej nie mogę i nie będę godziła się na wszystko, bo moim obowiązkiem jest również zostawić dzieciom, wnukom, przyszłym pokoleniom miejsce na ziemi gdzie będzie można żyć, a nie żyć i bać się.

Przyroda sprzyja wyciszeniu i przemyśleniom i tu muszę przyznać, że przypomniały mi się bardzo znaczące zdarzenia z przeszłości, ale jakże znamienne i mające swoje następstwa i ciągłość. Przytoczę tylko niektóre.

Na początku lat dziewięćdziesiątych podróżowaliśmy z naszymi małymi dziećmi po Europie. Pamiętam jak byliśmy w Stuttgardzie. Poszliśmy do ZOO a potem na plac zabaw? Pięknie urządzony, z najróżniejszymi huśtawkami, drabinkami i mnóstwem zadowolonych dzieci. Na środku duże okrągłe kręcące się płaskie koło, gdzie bawiła się grupa białych, małych, rozbawionych Europejczyków. Alejką spacerową w kierunku placu zabaw szła grupa muzułmanów. Mężczyźni, kobiety w czadorach i hidżabach oraz dzieci, dużo dzieci. Myślę, że czworo, pięcioro przypadało na jedną kobietę. Jedne maleństwa były jeszcze w wózkach. Nagle dzieci, które szły obok swoich rodziców zerwały się jak dzicz (nie, nie będę poprawna politycznie, bo tak to wyglądało), z krzykiem radosnej wręcz furii wbiegły na kręcące się koło z karuzeli. Nie wierzyłam własnym oczom. Białe dzieci zbiegły z huśtawki do swoich rodziców, a ci zabierając je poszli w innym kierunku. Muzułmańskie rozwrzeszczane dzieci i ich nie mniej głośni rodzice bawili się w najlepsze.

Dzień później robiłam zakupy na Koenigstrasse. Zawsze z podróży przywożę buty. Weszłam do kilku dużych galerii. Stuttgart to mały kocioł kulturowy i już parę lat wcześniej można było zaobserwować na zakupach ludzi różnych ras. Teraz było ich trzy, cztery razy więcej. Nie to mnie jednak zastanowiło a wręcz uderzyło. Kobiety w czadorach, hidżabach z rozbrykanymi dziećmi przemieszczały się po galerii handlowej bardzo swobodnie. Dzieci biegały, krzyczały, chowały się między rozwieszonymi na wieszakach ubraniami. Patrzyłam, że może ktoś zareaguje, zwróci uwagę, tym bardziej, że były też tam Europejki ze swoimi pociechami i jakoś zachowywały się normalnie.

Od mojej cioci, która od czasów wojny mieszka w Stuttgardzie dowiedziałam się, że to skutek prowadzonej polityki. „Im” nie można zwrócić uwagi, a jeszcze kobiecie z dzieckiem, nie, to jest niemożliwe… dopiero by się podniosły krzyki o dyskryminacji, prawach itp.

Przejeżdżaliśmy także samochodem przez wschodnie rejony Francji. Jechaliśmy przez małe miejscowości gdzie stały puste, zapuszczone kościoły, a blaskiem świeciły piękne meczety. Nie wierzę, szeptałam… To jest kolebka kultury europejskiej i chrześcijaństwa?  To były wczesne lata dziewięćdziesiąte i obraz Francji, który mnie nie tylko zatrwożył ale dał wiele do myślenia.

Przytoczę jeszcze jeden przykład, ale już współczesny. Znajoma z Niemiec poszła na publiczny basen ze swoimi dziećmi. Jej szesnastoletni syn został wyproszony z basenu. Wiecie dlaczego? Otóż kąpały się tam muzułmańskie dziewczęta w czarnych burkini, dla których jak stwierdzili ich „opiekunowie”, widok młodego mężczyzny, chłopca jest zgorszeniem i pokuszeniem. Tak oto młody chłopak, Niemiec, Europejczyk został wyproszony z publicznego basenu.

Niech te kilka opisanych sytuacji skłoni was do przemyśleń i dyskusji nad kształtem współczesnej Europy. Dyskusji nad przemianami, których jesteśmy świadkami i w nich uczestniczymy, a które zawłaszczają wolność czego konsekwencją są akty terroru na niewinnych ludziach.

Piszę to z nadzieją, że w moim kraju nie powstanie ani jeden meczet więcej, a ci którzy na sztandarach dzisiaj mają multikulti niech się zastanowią nad konsekwencjami, długofalowymi konsekwencjami swoich działań.

Nie takiej Europy chcieli jej ojcowie i wizjonerzy: Jean Monnet, Konrad Adenauer, Alcide De Gasperi czy Paul Henri Spaak. To miała być oaza dla Europejczyków, oaza stabilności i pokoju.