Czy zajmowanie się analizą Nowego Testamentu z innej perspektywy niż tylko teologiczna musi być koniecznie atakiem na religię? Otóż nie. Jestem przekonany, że próba dotarcia do „historycznego Jezusa”, czyli określenie tego w jakim naprawdę żył świecie i kim byli ludzie do których kierował swoje wezwania – może pozwolić na zrozumienie jego języka, może dać szansę na uniknięcie nieporozumień wynikających z różnic współczesnej mentalności i sposobu myślenia współczesnych Jezusowi Żydów i Greków i tym samym osiągnąć głębsze zrozumienie przesłania z jakim wystąpił Jezus z Nazaretu.

Książka która stała się podstawą dla mojego eseju porusza problem stosunków między Żydami a pierwszymi chrześcijanami. Autor, Simon J. Joseph, przedstawia analizę historyczną procesu wyodrębniania się chrześcijan z judaizmu. Temat niesłychanie intrygujący i zawikłany, ponieważ nie mamy żadnych obiektywnych i rzetelnych źródeł informacji na temat Jezusa i jego zwolenników. Oczywiście, mamy ewangelie i inne pisma składające się na Nowy Testament. Lecz są to dokumenty stworzone przez jego zwolenników, ludzi przekonanych, że Jezus swoim życiem udowodnił prawdziwość swoich nauk, swojego posłania. (Wzmianka o Jezusie w pracy historyka żydowskiego historyka Józefa Flawiusza powszechnie jest uznawana za nieautentyczną) Twierdząc tak bynajmniej nie sugeruję, iż ewangeliści świadomie kłamali czy fałszowali. Socjologia wiedzy wykazuje, że pamięć człowieka ma psychospołeczny charakter, człowiek przyjmuje te informacje i je zapamiętuje, które potwierdzają jego przekonania, informacje przeczące jego przekonaniom ignoruje i zapomina. Pamiętajmy, że przez kilkanaście lat zwolennicy Jezusa z Nazaretu, początkowo nazywani przez Żydów „nazarejczykami”, obywali się bez żadnych pism. Sam Jezus, najprawdopodobniej, był analfabetą, i nie zostawił po sobie żadnych pisemnych relacji. Konieczność takich dokumentów pojawiła się dopiero, gdy uświadomiono sobie, że pozostało już niewielu naocznych świadków - osób którzy mieli szczęście bezpośredniego spotkania Jezusa. W społeczeństwie krążyły różne opowieści często ze sobą sprzeczne nie tylko w szczegółach, ale nawet w treści posłannictwa Jezusa. Dla zadań misyjnych, w celu pozyskiwania nowych wyznawców konieczne stało się opracowanie jednej wersji czynów i słów Jezusa. Św. Łukasz pisze o tym tak:

„Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono” Ł 1:1-4.

Jeśli informacje o Jezusie pochodzą tylko z ust jego wiernych zwolenników, to jak możliwa jest krytyczna analiza historii początków chrześcijaństwa? Odpowiedź: dzięki metodzie historyczno-porównawczej. Można dokumenty stworzone przez pierwszych chrześcijan porównywać ze sobą i jak również z innymi relacjami oraz dokumentami. Następnie uzyskane dane można analizować w pryzmacie wiedzy jaką wcześniej udało się posiąść na temat ówczesnego społeczeństwa, jego zwyczajów, obrzędów i przekonań.

Książka o której piszę jest rezultatem zastosowania tej metody. Jest też wyrazem nowoczesnego podejścia do historii początków chrześcijaństwa, tak różnego od przedpoborowych wizji. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu oburzenie budziło twierdzenie Jezus Chrystus był Żydem. Nie przyjmowano do wiadomości, że przez swoich współczesnych był on postrzegany jako jeden z wielu żydowskich proroków. Że jego misja była przez jego zwolenników była uważana za wypełnienie proroctw zawartych w Starym Testamencie. Nie do przyjęcia były interpretacje nauk Jezusa w żydowskim kontekście kulturowym. Nie traktowano poważnie prób zrozumienia życia Jezusa poprzez porównywanie go z dokonaniami żydowskich myślicieli żyjących w tym samym czasie. Rzadko też próbowano interpretować posłanie Jezusa w kontekście Starego Testamentu i współczesnego mu judaizmu, czyli tzw. Judaizmu II Świątyni.

Pozwolę sobie teraz na odwołanie się do swoich wspomnień; może kilkadziesiąt lat temu miałem okazję słyszeć debatę z udziałem katolickiego księdza. Na pytanie: jak może ksiądz katolicki może krytykować Żydów i tak negatywnie odnosić się do żydowskiej historii skoro założyciel chrześcijaństwa, Jezus Chrystus był Żydem, usłyszeliśmy mniej więcej taką replikę: To prawda, że Nasz Pan, Jezus Chrystus, urodził się w żydowskim społeczeństwie. Ale to był przypadek. Przecież mógł się urodzić w każdej innej rodzinie. Duch Święty nie ma narodowości. Jezus urodził się w Betlejem, no bo gdzieś musiał przyjść na świat. Rzeczywiście, ewangelie często odwołują się do tradycji żydowskiej religijnej tradycji, ale tylko dlatego, że Żydzi jako naród, otrzymali wielką szansę, łaskę pierwszeństwa w wysłuchaniu nauk Jezusa. Duch Nowego Testamentu jest zupełnie różny od Starego Testamentu – tutaj nastąpiło zerwanie z żydowską tradycją religijną. Bóg Nowego Testamentu nie obiecuje Żydom Mesjasza, który ich wyzwoli oraz podda ich woli inne narody. Jezus powtarzał, że jego królestwo jest z nie z tego świata i wzywał do duchowej przemiany, a nie do zbrojnego powstania. I Żydzi w zdecydowanej większości jego naukę odrzucili. I nawet wtedy, kiedy Poncjusz Piłat, proponował im uwolnienie Jezusa, oni woleli wybrać jakiegoś zbrojnego bandytę, a Jezusa skazać na męczeńską śmierć na krzyżu. Tym samym zerwali wszystkie związki chrześcijaństwa z judaizmem.

Taka mniej więcej była wykładnia relacji chrześcijańsko(katolicko)-żydowskich aż do czasów Soboru Watykańskiego II. I trzeba zauważyć, że wciąż ona jest obecna w wypowiedziach niektórych duchownych, jak również w przesłaniach pewnych artystycznych dzieł, np. słynnego filmu Mela Gibsona "Pasja", w którym wyeksponowano wydarzenia opisane przez Ewangelię wdg św. Mateusza, Piłat próbował uwolnić Jezusa, lecz ustąpił w obliczu tłumu krzyczącego "Krew jego na nas i na nasze dzieci" Mt: 27,25. 

Z drugiej strony w liberalnych i ateistycznych środowiskach uczonych istniało przekonanie, że starożytna żydowska sekta esseńczyków, opisana przez Józefa Flawiusza, dała początek chrześcijaństwu. I to przekonanie rodziło różnego rodzaju spiskowe teorie. Zwłaszcza gdy odkryto zwoje z Qumran, religijne dokumenty należące do prawdopodobnie do esseńczyków. Dostęp do nich uzyskali tylko nieliczni, wybrani uczeni. Pojawiła się wówczas plotka, że Watykan świadomie utrudnia dostęp do tych dokumentów, bo mają one zawierać prawdziwy opis życia Jezusa Chrystusa, członka sekty esseńczyków. Watykan zaś z powodów ideologicznych i prestiżowych, utrudniając dostęp do Qumran, stara się ukryć niewygodną dla siebie prawdę o początkach chrześcijaństwa.

Jak widać – pozwolę sobie tutaj na dygresję – Dan Brown ze swoim „Kodem Leonarda de Vinci” nie był pierwszy, ani specjalnie oryginalny w wykorzystaniu spiskowej teorii niecnych machinacji Watykanu jako osnowy powieści. Dan Brown oparł się na pracy Michaela Baigenta, Richarda Leigha oraz Henriego Lincolna „Święty Graal, święta krew”. Z niej przejął tezę, że Jezus miał żonę/kochankę, Marię Magdalenę, i spłodził z nią dziecko. Problem w tym, iż dowody jakie autorzy przedstawiają na poparcie tej tezy są bardzo skąpe i słabe. W istocie rzeczy sprowadzają się one po pierwsze, do wzmianki o związku Jezusa z Marią w apokryficznej Ewangelii według Marii Magdaleny oraz po drugie, poprzez odwołanie się do żydowskiego przekonania, iż trzydziesty rok to dla mężczyzny ostatnia chwila na założenie rodziny. Jednak wspomniana ewangelia, co możemy dzisiaj z dużą pewnością twierdzić, powstała wiele lat po śmierci Jezusa, jest późniejsza w stosunku do ewangelii synoptycznych (tj. Marka, Mateusza i Łukasza). czyli jest niewiarygodna. Natomiast,  co do drugiego argumentu, rzeczywiście, w żydowskiej kulturze potępiano kawalerów, jako społecznie nieużytecznych - bo nie płodzących dzieci. Tym samym Jezus, jeśli chciał by uważano go za dobrego Żyda, powinien się ożenić. Ale przecież on tego nie chciał..  Chciał zmiany ... Zwróćmy też uwagę na to, iż w owym czasie działała religijna sekta esseńczyków, która zrzeszała żyjących w celibacie mężczyzn, i jak sam Papież Benedykt XVI przyznał, bardzo możliwe, iż Jezus wychował się w bliskim lub dalszym otoczeniu tej sekty.

To wyrażone przez Papieża Benedykta XVI nowe podejście teologiczne Kościoła katolickiego do Żydów jako „starszych braci w wierze” zostało zapoczątkowane przez Sobór Watykański II. Jednak sam ekumenizm wobec judaizmu i innych religii długo musiało się przedzierać do serc i umysłów katolików na całym świecie. W Polsce największe zasługi w upowszechnieniu nauk Soboru należy przyznać Papieżowi Janowi Pawłowi II. Opublikowane przez niego encykliki i inne dokumenty oraz pewne symboliczne gesty wobec judaistów, np. wizyta w rzymskiej synagodze i spotkanie z Rabinem Rzymu czy wizyta w Izraelu i modlitwa pod „Ścianą Płaczu” w Jerozolimie odbiły się szerokim echem na całym świecie, a ze względu na autorytet i szacunek jakim cieszył się J.P. II w Polsce – zmieniły nauczanie Kościoła. Chociaż sądząc po wystąpieniach niektórych polskich duchownych i popularności filmu Mela Gibsona, stare podejście do „niewiernych Żydów” wciąż trzyma się mocno…

Dzisiaj już tylko niewielu poważnych naukowców kwestionuje fakt, że przez wiele lat chrześcijaństwo rozwijało się jako jedna z judaistycznych sekt. To fakt. Co stało się przyczyną zerwania z judaizmem nazarejczyków i powstania nowej religii? Na początku tego należy postawić  wewnętrzny spór w grupie pierwszych chrześcijan: grupa na czele z Pawłem (Szawłem) z Tarsu, działająca poza Palestyną, w żydowskiej diasporze i odnosząca sukcesy w nawracaniu Greków i innych pogan, zaproponowała by odejść od wypełniania wszystkich surowych i kłopotliwych rytuałów judaizmu. Natomiast grupa kierowana przez Jakuba „brata Jezusa”, prawdopodobnie jednego z jego kuzynów, działająca w Judei, uważała, że działalność misyjna powinna się koncentrować przede wszystkim na nawracaniu Żydów i dopiero w drugiej kolejności nie-Żydów. Ten spór nie doprowadził do rozpadu ruchu, ale kolejne narodowe powstania Żydów przeciwko panowaniu Rzymian sprawiły, że grupa Jakuba działąjaca w Judei, znalazła się pod silną presją, tępiona zarówno przez Żydów jak i Rzymian i po wypędzeniu Żydów z Palestyny ostatecznie znika z kart historii. Zaś idee odłamu św. Pawła, pod wpływem nieżydowskiego środowiska, ewoluują w kierunku większego uniwersalizmu i stopniowo zacierając ślady swojego pierwotnego pochodzenia. Wydaje się, iż jacyś potomkowie nurtu Jakuba, brata Jezusa, pojawiają się jeszcze w IV w. n.e. Zwani ebionitami (czyli ubogimi - pewnie dlatego, że warunkiem przystąpienia do sekty było rozdanie swojej własności biednym), ci starożytni chrześcijanie swoje wyznanie opierali na tzw. Ewangelii Hebrajczyków (nie dotrwała do naszych czasów - niektórzy wątpią czy w ogóle istniała) oraz odrzucali i krytykowali naukę Pawła z Tarsu, nazywając go „odstępcą”…

Książka Simona J. Josepha, „Jesus, Q, and The Dead See Scroll”, co na polski tłumaczy się jako „Jezus, Q i zwoje znad Morza Martwego” analizuje relacje między Jezusem i jego zwolennikami a tajemniczą sektą esseńczyków. Zanim jednak przejdziemy do analizy tych związków przedstawmy w najogólniejszych zarysach sytuację polityczną i społeczną narodu izraelskiego.

Palestyna w czasach Jezusa jest krajem szczególnie pożądanym przez sąsiednie mocarstwa z racji swego położenia na szlaku z Egiptu do Azji Mniejszej. Chociaż sami mieszkańcy żyją biednie, to cały kraj jest uważany za swego rodzaju „perłę w koronie” imperium rzymskiego.  Jezus urodził się za czasów panowania króla Heroda Wielkiego, który pod koniec życia ciężko zachorował i miewał napady krwawego szaleństwa. Historia o rzezi noworodków odnosi się to tego właśnie okresu. Po jego śmierci państwo żydowskie zostało podzielone – zgodnie z rzymską zasadą „divide et impera”. Ponieważ Żydzi wciąż się buntowali obie części starożytnego Izraela, Samaria i Judea zostały włączone do rzymskiej prowincji Syria. Tym niemniej pozwolono Żydom na zachowanie autonomii kulturalnej i religijnej. Upraszczając można stwierdzić, iż w czasach Jezusa mamy w Palestynie dwuwładzę: polityczną i militarną władzę sprawuje w imieniu Rzymu prefekt Poncjusz Piłat. Dla niego podatki zbierają znienawidzeni przez lud celnicy. Zaś sądownicza i religijna władza należy do arcykapłana i Sanhedrynu – w czasach Jezusa arcykapłanem jest Kajfasz, zięć poprzedniego arcykapłana Annasza.

Sytuacja społeczna i polityczna jest napięta. Władza rzymska nie szuka porozumienia ze żydowskimi elitami i społeczeństwem – Poncjusz Piłat uznaje zasadę twardej ręki i na każdą próbę sprzeciwu reaguje krwawymi represjami. Sanhedryn i arcykapłan nie posiadają wielkiego autorytetu w społeczeństwie. W starożytnej żydowskiej kulturze politycznej przywództwo polityczne jest bliskie lub niekiedy nawet tożsame z przywództwem religijnym. Utrata suwerenności politycznej przyczyniło się także do upadku autorytetu władz religijnych. A stosunki z rzymską okupacyjną władzą dodatkowo je kompromituje.

W takiej sytuacji, w czasie napięć i niepewności, ludzie szukając odpowiedzi na pytanie jaka będzie przyszłość zaczynają wypatrywać znaków dawanych przez Boga. My w Polsce również doświadczaliśmy tego rodzaju uczuć, tego sposobu szukania odpowiedzi dotyczących niepewnej i groźnej przyszłości. Ci, którzy żyli w czasach stanu wojennego pamiętają, że co kilka miesięcy dowiadywaliśmy się z mass-mediów o pojawieniu się obrazu Matki Boskiej na szybie jakiegoś budynku, że oczy Madonny z obrazu lub pomnika zaczęły krwawić itd. itp. W starożytnym żydowskim społeczeństwie te znaki przekazywali prorocy. W normalnych czasach prorocy są ignorowani, w sytuacji kryzysu politycznego i religijnego wezwania proroków zyskują masowy posłuch. Za jednego z takich proroków uważano też i Jezusa z Nazaretu.

Według Józefa Flawiusza wśród ówczesnego społeczeństwa żydowskiego istniały cztery stronnictwa. Pierwsze to saduceusze, to członkowie i klienci arystokracji świątynnej, zwolennicy utrzymanie status quo. Drugie stronnictwo to „faryzeusze”, prawdopodobnie ewangeliści ich   mieli na myśli pisząc o „uczonych w piśmie”, bo wiele czasu poświęcali na studiowanie Biblii. Nie mieli realnej politycznej władzy, ale cieszyli się autorytetem moralnym wśród społeczeństwa. Krytycznie odnosili się do ówczesnej sytuacji religijnej i społecznej, kładąc nacisk na zachowywanie wszelkich rytuałów w życiu codziennych i z tej perspektywy krytykując wynaturzenia arystokracji. Trzecie stronnictwo to „esseńczycy”, grupa mężczyzn, odcinająca się od reszty społeczeństwa, żyjąca w oczekiwaniu na apokalipsę. Czwarta grupa, to powstańcy, „zeloci”, przeciwnicy władzy rzymskiej, zwolennicy zbrojnego powstania, wypędzenia Rzymian z kraju. Stosowali indywidualny terror wobec rzymskich okupantów.

Jezus i jego zwolennicy skonfliktowali się z wszystkimi – z wyjątkiem esseńczyków – stronnictwami. Pośrednią krytyką saduceuszy był atak Jezusa na bogatych, a panująca warstwa źle odbierała słowa Jezusa, że:

„Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi” M: 10, 31.

Lecz najbardziej bolesnym dla arystokracji świątynnej był atak Jezusa i jego zwolenników na przekupniów handlujących wokół świątyni. Jezus porozrzucał stoły i przepędził handlarzy. Sęk w tym, że owi przekupnie handlujący gołębiami i innymi rzeczami (np. olejkami do namaszczania ciała) koniecznymi dla wypełniania religinych rytuałów w świątyni, za zgodę na handel w otoczeniu Świątyni oddawali część swoich dochodów arystokracji świątynnej. Tym sposobem atak na handlarzy w istocie rzeczy uderzał w finansowe podstawy panowania saduceuszy.

Dla faryzeuszy z kolei nie do przyjęcia było lekceważące traktowanie przez Jezusa i jego zwolenników religijnych obrzędów wyrażające się w jego przekonaniu, iż:

„To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” M: 2,27.

Problem w tym, że rytuały religijne były czynnikiem spajającym społeczeństwo, podtrzymującym jego tożsamość. Kultura żydowska znajdowała się pod presją bardziej wyrafinowanej kultury greckiej, a ponieważ nie istniało państwo, nie też istniały instytucjonalne obronne mechanizmy narodowej i religijnej tożsamości religijnej. Atak Jezusa na rytuały przez faryzeuszy był odczytywany jako napaść na żydowską kulturą, dążenie do jej osłabienia, zlikwidowania jej odmienności, a w rezultacie dałoby szybszą asymilację i prowadziłoby do roztopienia się narodu żydowskiego w greckim środowisku.

Również i zeloci mieli powody by z nienawiścią odnosić się do Jezusa i do jego zwolenników. Przede wszystkim za jego konsekwentne odrzucanie przemocy. Zmiana do jakiej wzywał miała mieć charakter duchowy, a nie materialny czy militarny. Nie była skierowana przeciwko Rzymianom. Jezus nie zwalczał ich, nie przeciwstawiał się ich panowaniu. Co więcej, nawet wzywał do płacenia podatków okupantowi:

Wówczas rzekł do nich: «Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga» L: 20,25.

Bardzo prawdopodobne, że Judasz Iskariota był jednym z zelotów, a jego przydomek sugeruje, iż był jednym z sykariuszy, czyli zelotów uzbrojonych w krótki sztylet. Możliwe też, że inni uczniowie również sprzyjali zelotom - np. Piotr, który nosił ze sobą krótki miecz i użył go w czasie aresztowania Jezusa. Zdrada Judasza mogła być rezultatem rozczarowania nauką Jezusa tych jego uczniów, którzy sądzili, że Jezus jako Mesjasz prowadzi naród do zwycięskiego powstania przeciwko rzymskiemu okupantowi.

Dziwne w takim razie jest to, że Jezus umarł jak polityczny przestępca (a nie ukamienowany, jako religijny bluźnierca), ukrzyżowany przez Rzymian i z szyderczym napisem „żydowski król” nad głową. Piłat znany ze swojej brutalności, wobec Jezusa zachował się wyjątkowo łagodnie, chociaż ten swoisty humanitaryzm nie przeszkodził mu w go ubiczowaniu tuż przed przed wyslaniem na okrutną śmierć. Fakt - Rzymianie nie mieli żadnego interesu w eliminacji ruchu Jezusa. Właściwie na rękę im była działalność Jezusa. Jednakże i sam Piłat i Rzymianie musieli się liczyć z arystokracją żydowską, tym razem wyjątkowo wspieraną przez inne żydowskie elity społeczne. Słowa arcykapłana Kajfasza wyjaśniają powody dla których żądano śmierci Jezusa. 

"Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród" J: 11, 49-50

Pozostaje jeszcze czwarte stronnictwo, esseńczyków i ich stosunek do Jezusa. I to jest główny problem książki Josepha.  Jezus i ruch który on zapoczątkował w wielu kwestiach są podobni do esseńczyków, ale są też sprawy które ich zdecydowanie różnią. O tym będzie w drugiej części moich lektur.