Red. Łukasz Zwoliński: W których krajach najlepiej działa system polityczny?

Prof. Jacek Wojnicki: Jeżeli chodzi o Europę, to zazwyczaj wskazuje się na dwa-trzy państwa. Pierwszym jest Republika Federalna Niemiec. To ciekawy casus, ponieważ Niemcy stanowią przykład transformacji systemów politycznych. Pamiętamy czasy pruskie, okres III rzeszy – okres faszyzmu i okres po 1949 roku. Uważa się, że Niemcy często eksperymentowali z systemem politycznym. Na początku próbowali przejąć model brytyjski, parlamentarny, który się nie przyjął. Gdy nałożyła się jeszcze kwestia kryzysu ekonomicznego lat 30. władzę przejęło ugrupowanie skrajne – partia hitlerowska, a drugim najpopularniejszym ugrupowaniem byli komuniści, ugrupowanie skrajnie lewicowe. Natomiast środek sceny politycznej, który miał być ostoją demokracji, zniknął i dlatego w 1949 roku - za radą okupantów, konstytucjonalistów amerykańskich i angielskich wymyślono system kanclerski. Ten okazał się zaś najbardziej sprawnym systemem rządów w dziejach niemieckich, funkcjonującym przez sześćdziesiąt parę lat. Instrumenty, które tam sprowadzono dla zapewnienia stabilności rządu i parlamentu okazały się nad wyraz skuteczne. Warto się w tym miejscu odwołać do instytucji konstruktywnego wotum nieufności. Proszę zwrócić uwagę, że nawet po zjednoczeniu Niemiec, po wchłonięciu wschodnich landów, ten system polityczny nadal jest skuteczny mimo, że doszło w międzyczasie piętnaście milionów Niemców, którzy nie posiadali tradycji demokratycznej, bo tradycje demokratyczne w pięciu landach wschodnich zakończyły się w 1932 roku. Później mieliśmy faszyzm i komunizm. Czyli osoby urodzone w roku 1914 czy 1910 po raz pierwszy mogły głosować w demokratycznych i wolnych wyborach, mówię o landach Niemiec wschodnich, dopiero w 1990 roku mając 80 lat. Całe życie przeszło im w systemie niedemokratycznym. To pokazuje stabilność tego systemu i dopasowanie do zawirowań czy burz dziejowych.

Po drugie, stabilnym systemem, podkreślanym w naukach prawnych czy politologii jest system brytyjski. Ten wymaga jednak pewnych warunków o naturze wewnętrznej i zewnętrznej. Jest z nim trochę tak jak z przysłowiową „trawą", która ładnie wygląda, bo jest od 300 lat co tydzień równo koszona. My takich warunków w Polsce nie mieliśmy, bo u nas po tej „łące" bez przerwy jeździły "buldożery” i my nie mamy tak "spulchnionej ziemi", ani tak wypucowanej "trawy”. Czyli model brytyjski, parlamentaryzm brytyjski to raczej rodzaj systemu, który funkcjonuje dobrze, ale w lokalnych warunkach. Proszę też zwrócić uwagę, że nie licząc państw Commonwealthu nigdzie nie dokonano tak prostej recepcji tych rozwiązań, bo one się po prostu na kontynencie nie sprawdzają. Próbowali Francuzi, próbowali Niemcy. Zdarzały się przypadki odrzucenia takiego czystego systemu parlamentarnego. Lokalne tradycje, kryzysy ekonomiczne, kryzysy polityczne powodowały, że ten system się załamał.

Interesujący system polityczny stanowił również francuski system De Gaulle’a, w okresie piątej republiki. Nie system prezydencki jak czasami się mylnie określa, a system półprezydencki, ponieważ oprócz prezydenta był tam także mocny rząd wyposażony w liczne kompetencje i uprawnienia. Ten system rządów troszeczkę się jednak kruszy. Ostatnie 10-15 lat okazało się dowodem słabnięcia sprawności systemu piątej republiki, stąd na przykład pojawiły się hasła formowania szóstej republiki. Także jakość przywódców politycznych jest inna. To nie są już prezydenci-autorytety typu De Gaulle, Pompidou czy nawet Giscard d’Estaing. To prezydenci, którzy przegrywają z kretesem nawet po pięciu latach drugą kadencję. Materiał na przywódców spowodował, że lokator Pałacu Elizejskiego nie jest już przywódcą takiego formatu jak zaplanował to De Gaulle. Nie jest osobowością, która utrzymuje przewagę w partii rządzącej, ma swojego premiera i jest mężem stanu zarządzającym wielką Francją. Teraz mamy bardziej administratorów niż mężów stanu. Ten system też ulega przekształceniom. Zakłada on opozycję sprawującą władze przy aktualnym prezydencie czyli tak zwaną koabitację, "współzamieszkiwanie". Tego w modelu De Gaulle’a nie było. De Gaulle zakładał, że zawsze partia prezydencka będzie sprawowała władzę. Nie zakładano, że premier będzie z innego obozu politycznego niż prezydent. Stąd rozdział władzy politycznej w konstytucji z 1958 roku był też taki, jaki jest. Prezydent sprawuje główne uprawnienia, jeżeli chodzi o politykę zagraniczną, politykę obronną, natomiast rząd sprawuje kontrolę nad gospodarką i nad kwestiami administracyjnymi. Gdy pojawia się opcja "współzamieszkiwania", ten model zaczyna się „kruszyć”, prezydent nie może wymagać od rządu realizacji swojego programu wyborczego, bo rząd szedł do wyborów z innym programem, niekoniecznie prezydenckim.

Natomiast amerykański model prezydencki, to też jest jakby wytwór lokalnego rynku politycznego, lokalnych tradycji. Jego również nie da się przenieść do innych państw Europy. Czyli tutaj obstawiałbym model kanclerski i model półprezydencki jako te najbardziej skuteczne - mówimy oczywiście o systemach politycznych funkcjonujących w państwach demokratycznych.

rozmawiał Łukasz Zwoliński, 05-10-2015