Jako badacz-eksperymentalista, jestem przyzwyczajony – i przekonany – do opisu oraz pojmowania świata w sposób oparty na obserwacjach empirycznych i logicznym rozumowaniu. Rzecz jasna, współczesna nauka jedynie z rzadka opiera się na bezpośrednich obserwacjach zmysłowych: stopień zaawansowania i szczegółowości badań zazwyczaj wymaga posługiwania się złożoną aparaturą i metodami analizy danych. Co więcej, przytłaczająca większość wiedzy nie pochodzi z własnych obserwacji: pojedynczy badacz musiałby poświęcić całą swoją karierę na zapełnienie jednego wydania jednego czasopisma naukowego, których przecież na świecie w każdym tygodniu ukazują się tysiące. Kluczowe wydaje się tu swoiste zaufanie do ogólnie przyjętych standardów (zarówno etycznych, jak i technicznych): niezależnie od konkretnego przedmiotu badań, powinny być one prowadzone w sposób rzetelny i przynosić powtarzalne rezultaty, a ich opis – dawać innym możliwość ich weryfikacji. Przede wszystkim jednak, kolejne cegły dokładane do gmachu wiedzy o świecie powinny pasować do całości konstrukcji. Nie przeczę tu oczywiście podstawowej zasadzie krytycznego podejścia i zachowania zdrowych wątpliwości wobec przyjętych poglądów. Jednak z ogółu dotychczasowych obserwacji naukowych wyłania się jeden, wewnętrznie niesprzeczny obraz rzeczywistości, opisywalnej w ramach języka matematyki za pomocą praw fizyki. Nowe obserwacje, niezgodne z tym porządkiem, ze znacznym prawdopodobieństwem są błędne. Oczywiście, zdarzają się obserwacje rewolucjonizujące spojrzenie na daną gałąź wiedzy, które okazują się siłą napędową rozwoju – te jednak winny być poparte silnymi dowodami oraz wytłumaczeniem źródła niezgodności. Jak pisał Wittgenstein, to nie pojedyncze aksjomaty mnie oświecają, lecz system, w którym konsekwencje i aksjomaty wspierają się wzajemnie.

Ostateczna weryfikacja tez stawianych w naukach przyrodniczych zawsze jest empiryczna – i wymaga zachowania wewnętrznej spójności systemu. Wystarczy tu wspomnieć Nagrodę Nobla przyznaną w 2013 roku za odkrycie bozonu Higgsa. Podstawowa struktura wszelkiej znanej nam materii opisywana jest przez model standardowy, który powstał w latach 70. ubiegłego wieku. Model ten zakładał jednak istnienie cząstki, która nie została eksperymentalnie zaobserwowana do 2012 roku. Dopiero wtedy ten kluczowy dla współczesnej fizyki model został ostatecznie przyjęty (a nagroda została podzielona między Higgsa, który teoretycznie przewidział istnienie higsonu, oraz Englerta, który był odpowiedzialny za empiryczną weryfikację tych przewidywań).

Tak więc, ogół dostępnej ludzkości wiedzy o rzeczywistości nie jest zbiorem losowych obserwacji, lecz tworzy system, którego spójność jest jego najlepszą walidacją. Wiarygodność naukowej metody, budującej ten system, opiera się na dwóch podstawowych filarach: skrupulatnie przeprowadzonych, obiektywnych obserwacjach oraz krytycznej, systematycznej interpretacji ich wyników.

Analogiczny system podświadomie buduje każdy z nas, tworząc swój własny obraz świata: od najwcześniejszego dzieciństwa mózg zbiera i analizuje docierające do niego informacje, kategoryzując je i formując na ich podstawie funkcjonalny model rzeczywistości. Z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej, sam proces budowania uogólnień na bazie pojedynczych doświadczeń jest oczywisty. To one pozwalają odróżniać pokarm od trucizny, rozpoznawać niebezpieczeństwo czy przewidywać bezpośrednie konsekwencje określonych działań – a więc stają się narzędziem przetrwania. Jednak posiadanie takiego narzędzia, wystarczającego do codziennego funkcjonowania, wcale nie musi oznaczać posiadania pewnej i obiektywnej wiedzy o świecie. Niestety, człowiek jako jednostka obciążony jest znacznymi ograniczeniami – zarówno na etapie zbierania, jak i analizy danych.

Ludzkie zmysły postrzegają jedynie niewielki wycinek rzeczywistości. Z całego spektrum promieniowania elektromagnetycznego, widzimy jedynie w wąskim „oknie” długości fal (ok. 400-700 nm). Czułość czy „rozdzielczość” oka również jest ograniczona. Podobnie słuch wrażliwy jest jedynie na fale akustyczne o określonych częstościach, a receptory smakowe i węchowe rozpoznają tylko wybrane, ściśle określone cząsteczki (bądź ich fragmenty). Dziś wiemy, że zakres funkcjonowania zmysłów nie jest przypadkowy, a ewolucyjnie zoptymalizowany na potrzeby przetrwania w ziemskich warunkach. Mimo to, różnice na poziomie narządów zmysłów występują nie tylko między gatunkami, lecz nawet wśród ludzi. Na przykład, występujące w części populacji mutacje genetyczne (manifestujące się tylko u kobiet) powodują wytwarzanie dodatkowych podrodzajów komórek wzrokowych, co pozwala na znacznie bardziej precyzyjne rozróżnianie barw. Podobnie, występujące u niektórych osób rozbudowane zakończenia nerwów słuchowych pozwalają na rozwinięcie tzw. słuchu absolutnego (czyli zdolności określania bezwzględnej wysokości dźwięku czy tonacji). Również wrażliwość i ilość kubków smakowych oraz receptorów w śluzówce nosa jest warunkowana genetycznie. Okazuje się więc, że nawet na poziomie „surowych danych” każdy postrzega rzeczywistość na swój własny sposób.

A od sygnału generowanego przez narządy zmysłów do świadomej obserwacji  wciąż jeszcze długa droga. Kluczowa rolę pełni wstępne przetwarzanie informacji, odbywające się w mózgu, lecz poza świadomością. Na przykład, lokalizacja źródła dźwięku w przestrzeni, która wydaje się czymś oczywistym, opiera się w rzeczywistości na szczegółowej analizie przesunięć fazowych między sygnałami docierającymi z prawego i lewego ucha. Z kolei obraz pojawiający się na siatkówce oka jest odwrócony o 180 stopni – prawdopodobnie tak świat widzą noworodki, a mózg dopiero po pewnym czasie uczy się (porównując dane z oczu i błędnika) koniecznej „obróbki wstępnej”. Co więcej, również rozpoznawanie określonych kształtów i sytuacji odbywa się w sposób nieuświadomiony: najbardziej pierwotne fragmenty mózgu mogą podejmować odruchową decyzję „walcz lub uciekaj” na dziesiąte części sekundy przed przedostaniem się bodźca na świadomy poziom percepcji. Ponadto, mamy naturalną tendencję do automatycznego wyszukiwania określonych wzorów (np. twarzy ludzkich); stąd tak częste doniesienia o „cudownie” pojawiających się w nieoczekiwanych miejscach wizerunkach ludzkich (najczęściej interpretowanych jako postaci związane z religią), będących jedynie warunkowaną ewolucyjnie nadinterpretacją. Wszelkie nasze obserwacje poddawane są złożonej obróbce – i to przed ich świadomą percepcją!

Sytuacja staje się jeszcze trudniejsza na etapie świadomej oceny tych obserwacji, gdy pojawia się kontekst społeczny i kulturowy. Jest on o tyle istotny, że poznające świat dziecko obserwuje nie tylko przedmioty, ale również otaczających je ludzi i ich zachowania, a znaczną część swojego systemu przekonań buduje „na wiarę”, w oparciu o przekazywane mu informacje. To również ma znaczenie utylitarne: przyjęcie stwierdzenia „nie wkładaj ręki do ognia” – nawet bez zrozumienia „zasady działania” ognia – jest znacznie korzystniejsze od empirycznego badania jego właściwości.

Jak zauważył Hume, człowiek często tworzy obraz świata nie poprzez czysto logiczne łączenie i analizę obserwacji, ale pod wpływem emocji czy nawyków. Ponadto, każde kolejne doświadczenie analizowane jest w kontekście aktualnego systemu przekonań: powtarzając za Wittgensteinem, System jest nie tyle punktem wyjścia, co żywiołem, w którym żyją argumenty. Tak więc tę samą obserwację dwie różne osoby mogą zinterpretować na różne sposoby: zdarzenie, które sceptyk przyjmie za mało prawdopodobny (lecz fizycznie wytłumaczalny) fenomen natury, osoba głęboko religijna uznać może za znak od istoty boskiej. Obie z nich będą głęboko przekonane o swojej racji: każda z nich ocenia bowiem obserwację z perspektywy innego systemu przekonań o naturze świata i każda z nich zinterpretuje ją tak, aby z owym obrazem była spójna.

Skąd jednak biorą się tak różne, indywidualne systemy? Jako wypadkowa zbieranych od dzieciństwa wrażeń, należy je pewnie uznać za przetworzony efekt wychowania, wpływu społecznego i kulturowego oraz posiadanej wiedzy. W myśl filozofii analitycznej, za najbardziej podstawowy element tworzący taki system przyjąć należy język. Pojęcie to nie powinno być tu rozumiane jedynie jako język narodowy, którym dany człowiek się posługuje, ale raczej jako szeroko pojęty idiolekt. Jeśli nie znam cyrylicy i języka rosyjskiego, nie przeczytam rosyjskiej gazety; jeśli nie znam podstaw biochemii, nie będę wiedział, czy jedzenie genetycznie modyfikowanych pomidorów może mi zaszkodzić. W skład języka, który definiuje granice mojego świata, wchodzi pełen zasób znanych mi pojęć i reguł je wiążących. To zaś, czy mówimy tutaj o odmianie przez przypadki, czy o zasadach rachunku różniczkowego, nie ma większego znaczenia: chodzi to bowiem o ogół zasad, na których opiera się mój sposób rozumowania i opisu rzeczywistości.

Ułomne ludzkie zmysły dostarczają jedynie wyrywkowych informacji, które są automatycznie filtrowane i interpretowane przez mózg zoptymalizowany do przetrwania, a nie do możliwe pełnego zrozumienia świata. Dlatego właśnie za największą zdobycz cywilizacji uważam rozwinięcie szeroko rozumianej metody naukowej, która pozwala na przezwyciężanie subiektywizmu i ograniczeń indywidualnego poznania. Jest to uniwersalny język, fantastycznie poszerzający granice świata, o którym możemy powiedzieć cokolwiek pewnego. Składają się na niego nie tylko techniki badawcze, lecz również metody analizy danych, aparat matematyczny, wreszcie standardy etyczne prowadzenia badań i krytycznej dyskusji ich wyników. Dzięki temu nie muszę samemu być ekspertem w danej dziedzinie, aby mieć zaufanie do wniosków publikowanych przez innych badaczy. Dzięki temu możemy wspólnie budować spójny obraz świata, nieskończenie bardziej szczegółowy i wiarygodny niż to, co na własną rękę mogłaby stworzyć nawet najwybitniejsza jednostka.

Oczywiście, setki lat rozwoju nauki pokazują, iż każda kolejna odpowiedź rodzi kilka nowych pytań, a pełne zrozumienie rzeczywistości wydaje się poza ludzkim zasięgiem. Nierzadko pojawiają się błędne obserwacje i wnioski, które dopiero z czasem są rewidowane. Mimo to, wiemy obecnie (jako ludzkość) więcej niż kiedykolwiek w historii, a wiedza ta przyczynia się do fenomenalnego wzrostu przeciętnej jakości życia. Ogół znanych nauce faktów składa się w koherentny (choć niepozbawiony pewnych niejasności) model. Jedyną racjonalną drogą rozwoju wydaje się zaś nieustanne weryfikowanie i dopracowywanie tego modelu – gdyż zrozumienie świata nie tylko daje satysfakcję poznawczą, lecz w dłuższej perspektywie przekłada się na jakościowe zmiany w funkcjonowaniu całych społeczeństw.