Przestrzeń znana zorganizowana była wokół miejsca uznawanego za najbezpieczniejsze, gdzie koncentrowało się życie rodziny i całej społeczności, wokół domu lub sakralnego środka świata, gdzie najczęściej budowano kościół, kapliczkę. Otóż im dalej było od sfery znanej, zamieszkałej przez ludzi, tym bardziej przestrzeń stawała się złowrogą, nacechowaną dużym zagęszczeniem bytów o charakterze demonicznym. Dlatego w lasach niegdyś prawie zawsze okalających jakąś miejscowość, można spotkać różne: duchy, czarownice, tam najczęściej „czepia się błąd”, lub skrywają się banici i niebezpieczni przestępcy. Jednak złe czai się także na terenie oswojonym, przynależnym terytorialnie do dalej wioski. Na miedzach pól grasują „Południce”. Po strychach w ludzkich domostwach przemieszkują „Chowańce”. Kobiety będące matkami narażone są na podmianę dzieci przez „Mamuny”. Na granicy wsi, czyli w miejscu, gdzie kończy się zwarta zabudowa domostw, można najczęściej spotkać dom czarownicy/czarownika, znachorki/znachora.

Poza wsią najczęściej rozbijali swoje obozowiska wędrowni Cyganie. Poza osadą czy miasteczkiem powstawały cmentarze. Ludzie ginący śmiercią nienaturalną straszyli na granicach wsi, powodowali anomalie pogodowe. Do dziś mawia się, że jeśli bardzo wieje to znaczy, że ktoś się powiesił. Granice były początkiem świata nieznanego, potencjalnie groźnego. Uznawano je za miejsca szczególnie niebezpieczne, gdyż nie należały do żadnego ze światów. Pierwszym obszarem o charakterze delimitacyjnym[1] jest linia zwartej zabudowy domostw – granica wsi. Druga granica, bardziej oddalona od przestrzeni zamieszkałej - odpowiada polom i łąkom, owa ziemia graniczyła najczęściej z lasem lub suchą, jałową bezkresną przestrzenią, dziką i nietkniętą ludzką ręką. Ponieważ reprezentowała ona odmienny porządek niż ludzki należała do chaosu - świata przeciwstawiającego się ludzkiemu porządkowi. Wkraczając na obcą ziemię, człowiek stawał się narażany na utratą zdrowia a nawet życia.

Schemat podziału przestrzeni fizycznej przekłada się na przestrzeń społeczną. Podstawowym rozróżnieniem ludzi był podział na "swoich" i "obcych". Obcym stawał się ten, kto rzadko uczestniczył w życiu danej społeczności z powodu zajęć, które wykonywane były w znacznej odległości od miejsca zamieszkania, byli nimi przedstawiciele takich zawodów jak: pastuch, leśnik, pasiecznik, rybak, myśliwy, grabarz, muzykant. Obcym był również, ten, kto wykonywał zajęcia o charakterze nierolniczym: piwowar, ksiądz, pop, cieśla, garncarz. Obcym stawał się ten, kto miał styczność z żywiołami: wodą (młynarz), wiatrem (młynarz),  ogniem (kowal). Mianem obcego określano tego, który posługiwał się innym językiem, miał odmienny wygląd (anatomię zewnętrzną), posiadał jakieś defekty fizjonomiczne: bielmo na oku, kulawość, nadmierne przygarbienie.

Szczególnie niebezpieczne były również rozstaje i skrzyżowania dróg. Droga jako rodzaj szczególnej granicy w miejscu jej skrzyżowania nabierała charakteru zwielokrotnionego niebezpieczeństwa oraz skumulowanej mediacyjnej właściwości. Na rozstajne drogi wylewano wodę, którą obmywano chore ciało lub nieboszczyka. W czasie północy przy rozstajnych drogach można było spotkać diabła, dlatego starając się zabezpieczać, stawiano krzyże i kapliczki przydrożne.

Poniżej zostały zaprezentowane Państwu prawdziwe historie opowiedziane przez mieszkańców Tarnogrodu i jego najbliższych okolic a zebrane przeze mnie w latach 2005 –2006 do celów pracy licencjackiej.

Gdzie "błąd" się czepia?

Błąd jest rodzajem niewidzialnego gołym okiem demona, ale zauważalnego po skutkach jego działania, które polega na oszukiwaniu zmysłu orientacji przestrzennej w pewnych miejscach znajdujących się pod jego jurysdykcją. Błąd najczęściej czepiał się człowieka w lesie, oto przykład opowieści informatorów pochodzących z Tarnogrodu, którzy wskazują miejsce zdarzenia, mylenia przez owy błąd drogi powrotnej.

Informator 1: W Lesie Luchowskim, w miejscu zwanym Białą Górą miała miejsce owa historia. Moja koleżanka pewnego dnia poszła do lasu na grzyby, po prostu tak jakby się ją błąd czepił. Zaczęła chodzić, szukać drogi wyjścia i w pewnym momencie trafiła na stary garnek w lesie, chciała wyjść z lasu, ale ciągle wracała do tego garnka.

Informator 2: Na granicy Woli Różanieckiej, w miejscu, gdzie było jakieś dwa trzy czy jeden krzyż w nocy jak ktoś szedł to błąd się czepiał. Opowiadali, że jak kolega z orkiestry jechał motorem to mu na motor coś z tyłu skoczyło, to zdarzenie się powtarzało kilkakrotnie.

Informator 3: Na granicy Majdanu Sieniawskiego, wśród pól: z kilometr od szosy, czepił się mnie błąd na szczęście był tam pastuch, który mnie znał i pomógł mi znaleźć drogę powrotną.

Informator 4: W lesie na Kamionce, często błąd się czepiał ludzi. Były tam na początku lasu dwie rozstajne drogi i był grób jakiejś ofiary wojny, najczęściej błąd się czepiał, gdy mijało się ten grób. Kiedyś w dzieciństwie zgubiłyśmy się w tym lesie, tośmy chodziły, szukały drogi, ale ten teren widziałyśmy inaczej jak normalnie się widzi. My widziałyśmy: doliny, pagórki, obce, nieznajome olbrzymie budowle – jakby człowiek w inny świat wkroczył, a przecież nasz teren nie jest górzysty! Mówiono nam, że jak przechodzi się koło takich grobów to należy się pomodlić, bo inaczej błąd się czepia.

Informator 5: Skutecznym antidotum na działanie błędu jest: usiąść i zmówić ojcze nasz albo przypomnieć sobie, którego dnia było Boże Narodzenie, wtedy błąd odejdzie. Równie skutecznym było powiedzenie: „wszelki duch Pana Boga chwali!” lub pomocne okazywało się wzywanie imion świętych.

 Informator 6: Od strony Korchowa jak się kończy Tarnogród mam pole z malinami, tam zawsze się błąd czepia. Jak miałam dwadzieścia lat i byłam młodą mężatką to sama raz idąc na swoje pole zgubiłam się, nie wiedziałam, gdzie jestem dla mnie było to dziwne?... Jak chodziliśmy do lasu jako dzieci to mówiono nam, że wchodząc do lasu należy się przeżegnać i jeżeli się błąd czepia to pomodlić się i uczynić znak krzyża.

Młyn koło starego cmentarza

Informator 7: Rodzina miała złego ducha, który był przekazywany z pokolenia na pokolenie, nie wywiązanie się z pewnej obietnicy złożonej siłom nieczystym, skutkowało tym, że ów duch nawiedzał młyn koło starego cmentarza.

Informator 8: Pewnego dnia chłopak wraz z dziewczętami poszli w nocy na stary cmentarz. Dziewczyny w połowie drogi zawróciły natomiast chłopak poszedł sam. Nagle zobaczył jak z cmentarza wychodzi ogromny pies, za którym podążał ten chłopak. Jak się idzie na stary cmentarz tam był taki stary młyn, zaraz za CPNem po lewej stronie. Ten pies wszedł do tego młyna i strasznie zaczęło walić i huczeć. Chłopiec się przestraszył i uciekł.

Stary cmentarz

Informator 9: Pewien mężczyzna chodził wieczorem na spacer z psem na teren starego cmentarza zawsze o godzinie dwudziestej pierwszej. Kiedyś drogę mu zastąpił pan w czarnym kapeluszu na czarno ubrany, pies wyglądał na przerażonego i szedł blisko nogi swego pana. Od tamtej pory ten mężczyzna przestał chadzać na spacery w okolicach starego cmentarza, bo mówił, że zobaczył ducha w postaci cielesnej.            

Zapadnięta karczma

 Informator 10: Między Biłgorajem a Korytkowem Dużym, w środku lasu, na polanie najprawdopodobniej zapadła się karczma. Do tej pory można odczuć charakterystyczne kołysanie się ziemi, jak na bagnie. Ludzie widywali w tamtym miejscu spacerujące damy, nie wiem czy to były duchy czy co to było, ale takie coś to sama przeżyłam, jak miałam dwanaście lat. To było na wakacjach, paśliśmy wtedy krowy na tej wcześniej wspomnianej leśnej polanie z bratem i siostrą, nazbieraliśmy jagód i usiedliśmy spocząć na powalonym razem z korzeniami – drzewie. Siedzimy i już mieliśmy zagnać krowy do domu aż nagle wszyscy zaniemówili. Na sąsiednim, rosnącym pochyło drzewie, zobaczyliśmy elegancko ubranego w: lakierkach, kapeluszu, garniturze, - młodego pana, który chodził po tym drzewie do jego czubka i z powrotem aż jak już był na górze to parę kroków dał, kicną i się rozpłynął, nie wiadomo, gdzie się podział? Właśnie wtedy zaczęliśmy się bać. Rodzice nie kazali nam więcej w tym miejscu tych krów wypasać, nikt nam nie tłumaczył, dlaczego?

Informator 11: Dawno, dawno temu gdzieś między Korchowem a Moczyłem była taka karczma, która słynęła z pijaństwa i nierządu. Ponoć ta karczma się zapadła. Słyszałam takie opowiadanie, że w tej karczmie chłopi grali w karty i siedział z nimi przy stoliku taki pan w czarnym kapeluszu, który cały czas wygrywał. Jeden z graczy zajrzał pod stół, bo mu karta wypadła a ten mężczyzna w kapeluszu zamiast butów miał kopyta. Przerażony mężczyzna pokazał to reszcie graczy. Diabeł wstał od stołu, zaśmiał się donośnie i wyleciał przez okno.


[1] Delimitacja – rozgraniczanie, podział