Pierwszy z tych tekstów to zamieszczone na portalu OtokoClub uwagi zatytułowane „Wojna z terroryzmem a cywilizacyjna zdrada”, których autorem jest dr Jerzy Jestal. Autor stawia pytanie, dlaczego młodzi ludzie wychowani w cywilizacji europejskiej i w kulturze chrześcijańskiej zasilają szeregi fanatycznych wyznawców islamu i podejmują walkę z «niewiernymi». Jest to ważkie pytanie o przyczynę wielkiego problemu. A jaka jest odpowiedź? Autor powiada: „europejskie państwo dobrobytu zapewnia swoim obywatelom wszelkie wygody i poczucie bezpieczeństwa, ale nie daje im tego, co młodzi chcą najbardziej: żyć pełnią życia. Tak jak żyli ich przodkowie, kiedy każdy dzień był wyzwaniem, za każdym rogiem czyhało niebezpieczeństwo”. Osobliwa jest ta konstatacja. Czy można przytomnie twierdzić, że żyje się pełnią życia tylko w sytuacji zagrożenia? Wychodziłoby na to, że najpełniej żyje się ludziom na wschodzie Ukrainy – że o Iraku czy Syrii nie wspomnę. Jerzy Jestal mówi tu nie o pełni życia – to pojęcie ma w naszej cywilizacji określony sens – lecz o właściwej bardzo wielu młodym ludziom potrzebie wyżycia się, potrzebie poczucia wzrostu poziomu adrenaliny. To dlatego zdobywają górskie szczyty, biorą udział w samochodowych rajdach czy uprawiają sporty ekstremalne. Ale tym, którzy przystają do islamistów, nie o to chodzi – oni chcą zabijać i czynią to w przekonaniu o słuszności i konieczności takiego postępowania. Ich motywacja jest więc ideologiczna, oparta o określony system wartości.

Faktycznie, choć nie w pełni wyraźnie, dr Jestal to przyznaje, wskazując na europejski kryzys społeczny. Pisze: „Nasze zracjonalizowane i zindywidualizowane społeczeństwo osłabia więzi społeczne”. A dalej podkreśla, że w Europie następuje atomizacja społeczeństw, zwiększa się kryzys rodziny powodujący, że młodzi ludzie mają niezaspokojone potrzeby uczuciowe. To takich ludzi przyciągają do siebie rozmaite sekty, dając im to, czego nie daje im już wspólnota rodzinna i społeczna. A jak twierdzi dr Jestal: „Islam w pewnym stopniu przypomina sektę”. To w pewnym stopniu prawda, ale Autor nie mówi wprost tego, co najważniejsze – że mianowicie cywilizacja europejska przeżywa kryzys wartości. Islam zapewne daje swoim nowym wyznawcom poczucie szczególnej więzi o charakterze quasi-rodzinnym; ale takie poczucie daje też np. sekta Świadków Jehowy czy wspólnota buddyjska. Tylko że do tego rodzaju wspólnot nowi wyznawcy nie przychodzą po to, aby mordować. Może warto było zauważyć tę drobną różnicę i poczynić nad nią namysł?

Brak takiego namysłu jest przyczyną fałszywej oceny sytuacji w Polsce. Oto podaje Jerzy Jestal dwa przykłady źle – jego zdaniem – o nas świadczące. Pierwszy dotyczy protestów przeciwko przyjęciu do Polski uchodźców z krajów muzułmańskich – godzimy się ewentualnie na przyjęcie chrześcijan z tamtych terenów, a nie chcemy przyjmować muzułmanów. Autor stawia diagnozę: „Jest to dowód na rosnącą w naszym kraju ksenofobię religijną”. Drugi przykład to protesty przeciwko wybudowanemu w Warszawie meczetu. Zdaniem dr. Jestala protestujący argumentują, że skoro w państwach muzułmańskich nie wolno budować kościołów, to w naszym chrześcijańskim kraju nie należy zezwalać na budowę meczetów. Autor wyznaje: „Bardzo mnie to wszystko smuci i niepokoi. Bo przecież protestujący upodabniają się do tych muzułmańskich radykałów”. Autor wyraża nawet na serio obawę, że w rezultacie zmian politycznych Polska stanie się państwem wyznaniowym.

Trudno uwierzyć, że doktor socjologii może stawiać tak błędną diagnozę. Ci ludzie protestują przeciw przyjmowaniu ludności muzułmańskiej nie dlatego, że są ksenofobami i fanatykami religijnymi, a przeciwko budowaniu meczetów nie dlatego, że muzułmanie zabraniają budowania kościołów. Oni boją się – i jest to lęk w pełni uzasadniony – że nie dostrzegą momentu, od którego staną się mniejszością we własnym kraju i zmuszeni zostaną do przyjęcia obcego im systemu wartości. I wprawdzie można sądzić, że te ich obawy są bezpodstawne, ale należy przynajmniej je dostrzec i zrozumieć. Tym bardziej powinien to rozumieć socjolog. Klasycy socjologii i historiozofii zapisali tysiące stronic na temat czynników spajających i czynników destrukcyjnych działających w różnych typach wspólnot, na temat relacji między większością konstytuującą społeczeństwo a odmiennymi kulturowo, religijnie lub cywilizacyjnie mniejszościami, na temat praktycznych konsekwencji różnic cywilizacyjnych. Można wymienić szereg nazwisk: Toennies, Gumplowicz, Ossowski, Koneczny, Huntington… Sprowadzanie problemu do fanatyzmu czy ksenofobii jest nie tylko prymitywizowaniem go, ale także świadczy o nierozumieniu związków przyczynowych.

A co robić należy? Rada dr. Jestala jest następująca: „Moim zdaniem, siła cywilizacji zachodniej, Europy, leży w jej różnorodności, zdolności do asymilowania różnych wpływów”. Wyjaśnia dalej, że społeczności monolityczne mogą się wydawać silniejsze, ale „jak uczy nas socjologia czy teoria organizacji”, ostateczny sukces należy do „wewnętrznie zróżnicowanych całości”. Otóż socjologia, teoria organizacji, a także zwyczajny zdrowy rozsądek uczą, że skutecznie działać mogą tylko te „całości”, które są wewnętrznie spójne, kierują się tymi samymi podstawowymi wartościami i zasadami działania, a z zewnątrz widziane jawią się jako zwarte grupy. Nie może sprawnie działać ani jakakolwiek grupa, ani jakakolwiek cywilizacja, które są w pełni otwarte i do których przenikają czynniki rozkładające je od wewnątrz. Ciekawe, że nikt z tych głosicieli pełnej otwartości cywilizacyjnej nie otwiera całkiem swego własnego domu i nie pozwala, aby każdy mógł tam wejść i urządzać się po swojemu. A przecież jak się otwiera własne państwo, to tym bardziej powinno się otworzyć własny dom.

To, co znajdujemy w końcówce tekstu, można określić rosyjskim powiedzeniem: i straszno, i smieszno. Zacytujmy, bo nie da się tego omówić: „W Europie więzi narodowe czy religijne są znacznie słabsze niż w krajach muzułmańskich, indywidualne życie ludzkie jest wartością podstawową. Dlatego ataki samobójcze, wojska kamikadze, w naszym kręgu kulturowym są nie do pomyślenia. W Europie istnieje tradycja ciągłej krytyki i kwestionowania swoich osiągnięć, na Wschodzie dopuszczalna jest tylko pochwała, krytyka równa się zdradzie. Ale to jednak [nie „jednak”, tylko właśnie dlatego! – J. K.] w Europie powstała cywilizacja: nauka, sztuka i technologia które zdominowały cały świat. Ale nie tylko religia chrześcijańska i żydowska są fundamentami współczesnej cywilizacji. To przecież Arabowie i świat islamu przechował dla nas dziedzictwo Grecji i Rzymu. Islam zasługuje na to by być częścią europejskiej kultury. Kwestionując to, odchodząc od tolerancji, od pozytywnego wartościowania zróżnicowania kulturalnego, zdradzamy swoje korzenie, i jeszcze bardziej oddalamy się od naszej kulturalnej ojczyzny – Europy!”.

Ręce opadają, ale spróbujmy przez to przejść krok po kroku. (1) U nas wszelkie więzi są słabe, u nich są mocne; u nas życie ludzkie jest wartością podstawową, u nich nie jest; dla nas nie do pomyślenia jest atak samobójczy, przez nich jest stosowany. No to przyjmujmy ich masowo do siebie, w rezultacie czego my wzmocnimy nasze więzi, oni zaś zaczną cenić ludzkie życie i przestaną nas mordować. (2) Tradycja europejska to tradycja otwartości dialogu, tradycja wschodnia to tradycja despotyczna. No to przyjmujmy ich masowo, a na pewno też zaczną dialogować. (3) Fundamentami naszej cywilizacji są chrześcijaństwo, judaizm i islam. Już pomijając fakt, że to nieprawda, postawmy pytanie: a co jest fundamentem cywilizacji muzułmanów? (4) Świat islamu przechował dla nas dziedzictwo starożytności. A dlaczego nie przechował tego dziedzictwa dla siebie? (5) Islam powinien być uznany za część kultury europejskiej. A na jakiej zasadzie miałoby się to realizować? Jak kultura nietolerancji może stać się częścią kultury tolerancji? Jak kultura z istoty swej totalnie religijna może stać się częścią kultury oddzielającej sferę sacrum od sfery profanum? Jak kultura wyłącznie wspólnotowa może stać się częścią kultury personalistycznej? I przede wszystkim: jak kultura prawa bożego ma stać się częścią kultury praw człowieka i obywatela? (6) Jeżeli to zakwestionujemy, jeżeli odejdziemy od „tolerancji” i od praktykowania multikulti, to zdradzimy własną cywilizację. A może jest tak, że skoro przez tolerancję rozumiemy przyzwolenie na zrównanie własnych wartości z wartościami z nimi sprzecznymi, a naszym celem jest osiągnięcie kulturowego zmiksowania, to zmierzamy do zlikwidowania własnej cywilizacji?