Co mam na myśli?

W świetle prawa podatkowego praca przedsiębiorców jest bezwartościowa i nie stanowi kosztu uzyskania przychodów.

Art. 23 ust. 1 pkt 10 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz. U. 1991 nr 80 poz. 350, tekst jednolity) mówi, że nie uważa się za koszty uzyskania przychodów „wartości własnej pracy podatnika, jego małżonka i małoletnich dzieci, a w przypadku prowadzenia działalności w formie spółki niebędącej osobą prawną – także małżonków i małoletnich dzieci wspólników tej spółki”.


O co chodzi?

Jeśli tę samą pracę osób prowadzących działalność gospodarczą i członków ich rodzin wykonywać będzie pracownik, to wynagrodzenia takiego pracownika i zapłacone składki na ubezpieczenia społeczne będą kosztem uzyskania firmy, która go zatrudnia.

Aby przybliżyć nieco temat i skalę problemu, przyjmijmy w uproszczeniu, że każdy przedsiębiorca mógłby powiększyć swoje koszty uzyskania przychodów o kwotę co najmniej 4 tys. zł miesięcznie, gdyby tylko wyrzucić w kosmos art. 23 ust. 1 pkt 10. Kwota 4 tys. zł w przybliżeniu to średnie miesięczne wynagrodzenie w Polsce.

Przyjmijmy dalej w uproszczeniu, że jeżeli co miesiąc osoba prowadząca działalność gospodarczą mogłaby zaliczyć w swoje koszty kwotę 4 tys. zł, to obniżyłaby swój podatek dochodowy o około 760 zł, jeśli rozlicza podatek liniowy 19%. Kwota 760 zł to realnie większe pieniądze w kieszeni osób przedsiębiorczych.

W skali roku dawałoby to co najmniej ponad 9 tys. zł każdemu przedsiębiorcy. W tej kwocie nie uwzględniam pracy członków rodziny.

 

Ile to ogółem?

Aby oszacować o jakiej kwocie mówimy w skali Polski, musimy znać liczbę osób prowadzących działalność.

Główny Urząd Statystyczny (GUS) nie wskazuje takiej liczby wprost albo ja nie umiem znaleźć. Natomiast znalazłem informację podaną przez GUS, że „w 2013 r. działalność gospodarczą w Polsce prowadziło 1754,4 tys. przedsiębiorstw o liczbie pracujących do 9 osób”. Zapewne rzeczywista liczba osób prowadzących działalność gospodarczą jest większa, ale nie mam na to twardych dowodów.

Dla 1 mln 750 tys. osób prowadzących działalność kwota podatku dochodowego, który zostałby w ich kieszeni wyniosłaby około 16 mld zł rocznie.

 

Jak to zrobić?

Dosyć łatwo można skorelować wielkość „wartości własnej pracy podatnika” lub jego członków rodziny z podstawą do wyliczenia składek na ubezpieczenia społeczne (ZUS). Czyli jeśli przedsiębiorca zadeklarowałby i zapłacił składki ZUS od podstawy 4 tys. zł miesięcznie, to o tę samą kwotę mógłby podwyższyć swoje koszty uzyskania przychodów. To rozwiązanie nawet nie wymaga wprowadzania dodatkowej ewidencji, bo obecna ewidencja do ubezpieczeń społecznych w Programie Płatnika jest wystarczająca.

 

Kto zyska?

Dzięki temu rozwiązaniu zyskałby ZUS, jeśli przedsiębiorcy deklarowaliby wyższe niż obecnie dozwolone minimalne podstawy do wyliczenia składek ZUS. Tyle mówi się o łataniu dziury w budżecie ZUS.

Zyskaliby również przedsiębiorcy, co wykazałem powyżej.

Z przede wszystkim zyskałaby polska gospodarka, która stałaby się bardziej konkurencyjna i stałaby się zagłębiem produkcyjno-usługowym dla całej Europy.

 

Alternatywa?

Jeśli jednak Państwo uznają moją propozycję za science-fiction, to alternatywą jest likwidacja całej ustawy PIT, jako najbardziej szkodzącej zaradnej części społeczeństwa, która zatrudnia najwięcej pracowników w Polsce, co łatwo można sprawdzić.

 

Wówczas wrócą Polacy z Wysp. A przynajmniej większość z nich.

A za nimi przyjadą obcokrajowcy, aby zakładać przedsiębiorstwa w Polsce.

Czekam na komentarze.