Pewnie pamiętacie obiecanki cacanki Komorowskiego i Dudy liczone w miliardach złotych. Strach pomyśleć jaki przelicznik należy będzie przyjąć w przypadku posłów i senatorów w stosunku do pierwszego “wyścigu”.

I pewnie znowu jak stado ogłupionych orangutanów społeczeństwo rzuci się do głosowania na tych co “dadzą”, a nie tych co zaczną likwidować bezkresne morze biurokracji.

Być może niektórzy nie wiedzą jak idiotycznie wydawane są złotówki ściągane w postaci podatków/parapodatków/danin etc.?

Najlepiej takie przykłady analizować na poziomie JST, weźmy więc moją “małą Ojczyznę” - gminę Tuchola.

Mała garść danych statystycznych:

- liczba mieszkańców - niecałe 20 tys. mieszkańców,
- stopa bezrobocia - ~18%,
- liczba osób w wieku produkcyjnym - 12 921 (stan na koniec 2014r.).

W ramach tzw. zadań zleconych gminom pojawia się temat, który chciałbym krótko przeanalizować liczbowo w tym artykule.

Na podstawie budżetu gminy na rok 2015, który można pobrać ze strony BIP widzimy, że na pomoc społeczną wydane zostanie 9 092 200,00 zł, a pragnę przypomnieć, że również powiaty realizują niektóre z zadań z zakresu pomocy społecznej. Pomińmy jednak te zagadanienia, gdyż wprowadzą one niepotrzebny mętlik. Nie chodzi mi też o bycie przesadnie dokładnym, lecz o nakreślenie skali problemu.

Może prosty rachunek, na pomoc społeczną:

- każdy (KAŻDY!!)  mieszkaniec oddaje w różnej postaci opłat ok. 450 zł rocznie,
- biorąc pod uwagę liczbę pracujących osób jest to ok. 830 zł rocznie.

Te wyliczenia oczywiście można przenieść na inne gminy, w jednych będzie jeszcze gorzej, w innych trochę lepiej. Powiem tylko tyle, że jeśli by wziąć te 450zł/os. to w skali całego kraju kosztuje nas już to: 17,3mld złotych. 

Tak, więc każdy z nas składa się w dużej mierze na ludzi, którzy wolą brać niż pracować. Na pewno każdy z was zna lub słyszał o rodzinach, gdzie dwójka zdrowych ludzi nie pracuje za minimalną, bo dostaje tyle samo od państwa w postaci: dodatku mieszkaniowego, bagażnika pełnego jedzenia i przetworów spożywczych i innych dodatkach w postaci pieniężnej. Co gorsza dziwi fakt, że pod MOPS-y podjeżdżają pięcioletnimi mercedesami, audi, itd., a urzędnik rozpatrujący wniosek, widząc to, nie może nic zrobić, bo przecież klient nie ma legalnych dochodów. Znam też z pierwszej ręki historie z urzędu pracy typu: "pani gdzie ten podpis, bo spieszę się do pracy".

Niemoralne jest przede wszystkim to, że ekwiwalent pomocy społecznej jest prawie tak samo wysoki jak pensja minimalna, a potem politycy się dziwią dlaczego mamy tak wysokie bezrobocie, więc próbują dalej pomóc nowym rzeszom nieposiadających zatrudnienia, a nam podwyższając podatki.

Jestem jednak w stanie to przełknąć, ale tylko do momentu, gdy znowu zobaczę materiał o umierającym dziecku, któremu pomóc może operacja w jakiejś super klinice w Europie Zachodniej lub Stanach Zjednoczonych za 1mln zł, a naszego państwa to nie obchodzi i woli ładować miliardy w skali kraju w ludzi, którzy tak naprawdę pomocy nie potrzebują.

Oczywiście nie da się zlikwidować zupełnie wydatków na politykę społeczną i jestem w pełni tego świadom, ale powinna ona trafiać do ludzi naprawdę niebędących w stanie wrócić do pracy w wyniku wypadków i innych okoliczności wyłączających.

Sumienie i zdrowy rozsądek podpowiadają mi już od kilku lat by głosować na tych co chcą zlikwidować kilka przywilei niż obiecują cuda, życzę Polakom mądrych wyborów jesienią.