Upłynęło już trochę czasu od ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich, opadło napięcie, ostygły emocje, można więc się pokusić o jakąś w miarę obiektywną i zrównoważoną ocenę tego co się stało. Na początku zauważmy, że prawie wszystkie większe światowe media ze zdziwieniem doniosły wynikach wyborów prezydenckich w Polsce - o porażce urzędującego prezydenta Komorowskiego i zwycięstwie  euro-parlamentarzysty i członka opozycyjnej partii „PIS” – Andrzeja Dudy.  Ton wszystkich komentarzy był podobny – twierdzono, że liberalny i proeuropejski kurs Polski prawdopodobnie zostanie zahamowany, a być może nawet odwrócony o 180 stopni. Economist (2015-05-30) napisał, że liberałowie obawiają się, że powróci charakterystyczna dla poprzedniego rządu PIS-u nacjonalistyczna paranoja. Natomiast Andrew Michta w "The American Interest" wyniki wyborów prezydenckich w Polsce, wyborów parlamentarnych w Wlk. Brytanii (zwycięstwo konserwatystów w Anglii i nacjonalistów w Szkocji) oraz w Grecji (zwycięstwo skrajnie lewicowej partii Syriza oraz dobry wynik skrajnej prawicy) przedstawił jako argumenty na poparcie tezy, że przez Europę przetacza się fala populizmu. W ogóle „pupulizm” „zwycięstwo populizmu”, populistyczna kampania wyborcza i inne określenia w których występował „populizm” były używane dla określenia przyczyn sukcesu wyborczego Andrzeja Dudy. Ale czy rzeczywiście ideologię (przez ideologię tutaj rozumiem całość przekonań, idei i postulatów polityka) A. Dudy czy P. Kukiza można nazwać populizmem?

W tym tekście chciałbym przedstawić swoje refleksje na temat społecznego i politycznego znaczenia sukcesu Andrzeja Dudy (i także Pawła Kukiza) oraz zastanowić się nad przyszłością ruchu czy trendu, populizmu, który w Polsce nigdy wcześnie nie był tak mocny. Wstępnie definiuję populizm jako wszelkie działania, postulaty i idee, które mają na celu pozyskanie masowego i niewyrobionego politycznie wyborcy. Populizm jest ekonomicznie nieefektywny i politycznie niebezpieczny bo głosząc, że zwalcza korupcję i biurokrację demokratycznych instytucji, w istocie rzeczy przygotowuje grunt do powstania autokracji.

Populizm - historia

Populizm to termin który narodził się w latach 80. XIX wieku w USA i oznaczał zasady i ideały propagowane przez  „People’s Party”; w tłumaczeniu na język polski: Partię Ludu ewentualnie Partię Narodu. Ruch ten zdobył sporą popularność na prowincji, na zachodzie i południu kraju, a nawet przez pewien czas sądzono, że powstanie trzecia, po Demokratach i Republikanach, wielka ogólnonarodowa partia USA. Tym niemniej ostatecznie ruch populistyczny się rozpadł i rozpłynął. Ale pozostawił po sobie spuściznę polityczną i ideologiczną. I populizmem zaczęto nazywać styl prowadzenia kampanii wyborczej czy też osobne akcje lub slogany, które przypominają była Partię Ludu.

Drugim źródłem rozwoju idei populizmu, chociaż nie tak ważnym jak Partia Ludu, był rosyjski ruch narodników. Narodnicy wierzyli, że przyszłość Rosji zależy od tego czy uda się zaktywizować rosyjski lud (masy chłopskie), który w przeciwieństwie do kosmopolitycznych i skorumpowanych warstw wyższych, miał być krynicą wszystkich cnót. Ostatecznie tzw. wędrówka w lud zakończyła się niepowodzeniem, a z radykalnych i rozczarowanych narodnickich działaczy powstała organizacja terrorystyczna „Narodnaja Wola”, czyli w Wola Ludu, która rozpoczęła zbrojną walkę z caratem.

Co było takiego charakterystycznego dla języka i populistycznego stylu uprawiania polityki?

Po pierwsze działacze Partii Ludu w przeciwieństwie do tradycyjnych partii Demokratów i Republikanów starali się dotrzeć do zwykłego, przeciętnego człowieka, przekonując, że tylko oni mogą go reprezentować i bronić przed wielkim biznesem, który go okrada i pozbawia realnego wpływu na to, co się dzieje w kraju. Ignorowali konflikty interesów między różnymi kategoriami i grupami swoich zwolenników. Twierdzili, że owe sprzeczności to fikcja, wymyślona przez plutokratów lub jezuitów, żeby utrudnić zjednoczenie się różnych społecznych sił.

Po drugie, populiści w swoich wystąpieniach kładli nacisk w swojej propagandzie nacisk na tożsamość, na jedność z masami zwolenników. Na przykład głosili: My nie jesteśmy ani arystokratami ani bankierami, jesteśmy po prostu zwykłymi wiejskimi chłopakami, takim samymi jak większość z Was. Dlatego dobrze rozumiemy Wasze kłopoty, one są także i naszymi kłopotami. Warto tutaj podkreślić, że populizm to był ruch ludowy, mający swoich zwolenników na prowincji i występujący przeciwko arogancji polityków z wielkich miast.

Po trzecie, Partia Ludu nigdy nie miała jakiegoś jasnego i precyzyjnego programu reform strukturalnych kraju. Zawsze to były tezy odnoszące się do konkretnych spraw i osobowości. Pozytywna część ich programu była niejasna, ale siłą ich propagandy była negacja. Atakowali skorumpowaną elitą rządzącą, biurokrację, krytykowali przekupne media i plutokratów, tzn. elitę bogactwa. Ich przekaz nie zawierał wiele treści, za to był naładowany emocjami. Populiści chętnie w swoich wystąpieniach odwoływali się do uprzedzeń rasowych, narodowościowych i posługiwali się stereotypami. Rozpowszechniali też różne spiskowe i konspiracyjne teorie, chociaż – co może być zaskakujące dla Polaków – nie tylko Żydów obsadzano w rolach szatańskich manipulatorów, znacznie częściej byli to jezuici lub tzw. papiści, czyli katolicy i zwolennicy papieża.

Po czwarte, chociaż nie był to ruch religijny, to jednak elementy religijne były widoczne w kampaniach wyborczych. Kandydaci z populistycznej partii często powoływali się na swoje religijne doświadczenia sugerując, że ich działalność polityczna jest kierowana i wspierana przez Boską Opatrzność. Zaś uwielbienie przywódców czasami przybierało charakter quasi-religijny.

Populizm współcześnie

Współcześnie trudno wskazać jakąś konkretną partię czy ugrupowanie polityczne, które by w pełni zasługiwało na miano partii populistycznej. Tym niemniej można łatwo zauważyć populistyczne hasła czy postulaty zarówno na prawicy jak i na lewicy. Do czego odnoszą się te wezwania?

W pierwszym rzędzie populizmem należy nazywać wszystkie ruchy czy postulaty legitymizacji władzy lub konkretnych decyzji przez wolę ludu. Oznacza to pominięcie lub zignorowanie normalnych procedur i struktur politycznych. Zwolennicy takich postulatów przekonują, że jest odnowienie demokracji poprzez zlikwidowanie lub ograniczenie biurokracji i powrót do demokracji bezpośredniej. Przeciwnicy zaś twierdzą, iż likwidując struktury i działając na pograniczu prawa populiści niszczą demokrację i tworzą podatny grunt dla zdobycia władzy przez autorytarnego polityka.

Rzeczywiście, każdy autorytarny władca stara się o legitymizację swojej pozycji nie tylko poprzez istniejące struktury państwowe, lecz przede wszystkim starając się nawiązać bezpośredni kontakt ze społeczeństwem. Parlament w takich państwach nie cieszy się wielkim szacunkiem i mało kto zwraca uwagę na wystąpienia parlamentarzystów. Natomiast wszyscy z uwagą śledzą wystąpienia osoby, która sprawuje prawdziwą władzę i do niech wszyscy adresują swoje postulaty, propozycje a także skargi. W Federacji Rosyjskiej raz w roku organizowane jest spotkanie Władymira Putina ze społeczeństwem w formie pytań zadawanych przez obecnych na sali gości, a dzięki przekazowi telewizyjnemu może zabrać głos nieomal każdy obywatel Rosji. Jedynym ograniczeniem jest czas. Autorytarny prezydent Wenezueli, Hugo Chávez miał własny program radiowy i telewizyjny podczas którego można było zadać pytanie i od razu usłyszeć odpowiedź.

Populizmem można też nazwać rożne „gospodarcze wizyty” przywódców państwowych i polityków, przecinanie wstęg, święcenie nowych zakładów, uczestnictwo w uroczystościach religijnych itd. W tym ostatnim przypadku, uroczystości religijnych, nie chodzi mi o zwykłe uczestnictwo w obrzędach religijnych, które jest obowiązkiem i potrzebą każdego religijnego człowieka, ale „wyróżniony” i „szczególny” udział polityka, który zasiada w pierwszym rzędzie, do którego osobiście zwraca się z podziękowaniami kapłan itd.

Za populizm należy uznać postulat nowego ugrupowania Ryszarda Petru, Nowoczesna.PL likwidacji finansowania partii politycznych. W latach 90. taki pomysł odbierano jako cios wymierzony w ugrupowania reprezentujące pracowników najemnych. Dzisiaj wielkie partie, takie jak PIS, PO, PSL czy SLD nie muszą się obawiać utraty państwowych dotacji – bo to organizmy biznesowo-finansowo-medialne, powiązane więzami personalnymi, ideologicznymi i finansowymi, w skład których wchodzą różnego rodzaju fundacje (np. w przypadku PIS-u to m.in. Fundacja Republikańska, Fundacja Solidarności i wiele innych), koncerny finansowe (np. SKOK-i których prezes rady nadzorczej Biernacki jest jednocześnie senatorem PIS-u) oraz czasopisma takie jak „wPolityce”, „wSieci” itd., których właścicielem lub posiadaczem znaczącej części akcji jest SKOK. Odbieranie dotacji państwowych uderzy nowe inicjatywy polityczne prowadząc do dalszego umacniania się „starych” struktur partyjnych. Chociaż w pełni zrozumiałe jest wzburzenie obywateli, kiedy dowiadują się na co przeznacza się pieniądze podatników, ale pozbawienie partii dotacji może mieć jeszcze gorsze konsekwencje. Weźmy jako przykład historię „Partii Piwa” (którą firmował obecny gorący zwolennik PIS-u Janusz „Siara” Rewiński). Po wyborach okazało się, że był to projekt finansowo-polityczny, tzn. w zamian za pieniądze na kampanię wyborczą do parlamentu dostali się biznesowi lobbyści.

Po drugie populizm żąda od władzy przede wszystkim skuteczności, nawet jeśli miałoby to oznaczać zawieszanie na jakichś czas obowiązywania przepisów prawnych lub też poruszanie się na pograniczu prawa. Rząd kierowany przez populistów ma skłonności do organizowania spektakularnych akcji. Nie ceni się systematycznej i solidnej pracy, ale nagłośnione przez media jednorazowe i efektowne działania.

Przykładem akcyjności w działaniu państwa może być działanie rządu Donalda Tuska przeciwko handlarzom dopalaczami. W jeden dzień zamknięto prawie wszystkie sklepy handlujące dopalaczami. Później jednak musiano przyznać, że cała akcja miała wątpliwe podstawy prawne. Inny przykład, tym razem z czasów rządów PIS-u, czyli tzw. IV RP, to „wizyta” wczesnym rankiem domu byłej minister rządu SLD, Barbary Blidy, agentów CBA wraz ekipą telewizyjną. Chociaż dowody w jej sprawie – jak dzisiaj wiemy, były słabe – to jednak zaszokowana kobieta, przerażona perspektywą wiezienia i hańby (chociaż według niektórych zeznań, Jarosław Kaczyński polecił, by oszczędzono jej upokorzeń pokazania się w TV w kajdankach) popełniła samobójstwo.

Innego rodzaju akcyjnością jest stosowanie podsłuchów lub prowokacji policyjnej w walce z przestępczością i korupcją. Niezdolność społeczeństw demokratycznych do ostatecznego uporania się z tymi społecznymi patologiami sprawia oraz nieufność do organów władzy sprawia, że popularnością cieszą się postulaty sięgania do tego rodzaju narzędzi. Jednak socjologowie zwracają uwagę, że powinny one być stosowane jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Ich rozpowszechnienie niszczy więzi społeczne, przyczynia się do powstawania atmosfery podejrzliwości i niepewności.

Inny przykład balansowania na granicy prawa pochodzi również z czasów IV RP – to tzw. areszt wydobywczy. Niektórzy podejrzani (np. Marek Dohnal) bez wyroku sądowego przebywali wiele miesięcy w tymczasowym areszcie, nękani częstymi i nocnymi przesłuchaniami. Szef CBA z tego okresu, a obecnie wiceprezes PIS, Mariusz Kamiński, został skazany prawomocnym wyrokiem sądy za łamanie prawa w „słusznym” pościgu za przestępcami. Przypomnę, iż Kamiński rozpoczął swoje rządy od wygłoszenia złowieszczych słów: "od dzisiaj Kulczyk, Krauze i inni nie mogą czuć się bezpieczni .." (cytuję z pamięci) Zwolennicy PIS-u twierdzą, że chodziło mu o podkreślenie, że bogactwo nie chroni przed działaniem prawa. Tym niemniej zabrzmiało to jakby Kamiński stwierdził, że Kulczyk, Krauze i inni bogacze to przestępcy, a zadaniem CBA jest udowodnić to przed sądem. Podobnie minister Zbigniew Ziobro w odniesieniu do aresztowanego (lecz nie skazanego) lekarza powiedział: „Ten Pan nie będzie już zabijał”. Taka wówczas panowała atmosfera…

Populizmem też jest, po trzecie, umieszczanie w programach obietnic finansowych, materialnych lub politycznych, mamienie wyborców nierealnymi i utopijnymi wizjami. Weźmy za przykład sukces lewicowej partii Syriza w wyborach parlamentarnych w Grecja. Jak wiadomo lewicowe rządy sprawiły, że dług tego państwa sięgnął 170 % PKB (Przypomnę, że w Polsce taka sytuacja jest niemożliwa, bo dzięki Balcerowiczowi, mamy konstytucyjny zakaz przekraczania 60 % PKB), przede wszystkim wobec banków niemieckich i francuskich. Poprzedni, prawicowy rząd porozumiał się z tzw. Trojką, (Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Komisja Europejska oraz Europejski Bank Centralny) i otrzymał obietnicę pomocy finansowej w zamian za prywatyzację państwowych przedsiębiorstw, ograniczenie zatrudnienia w sektorze państwowym i likwidację wielu przywilejów socjalnych greckich pracowników. Po zastosowaniu tego planu wydawało się, że Grecja powoli, ale wyraźnie, zaczyna wychodzić z kryzysu. Ale, niestety, rozpisano wybory i zwycięska partia skrajnej lewicy „Syriza” odrzuciła uzgodniony plan, twierdząc, iż jest on upokarzający, nieuczciwy i nadmiernie bolesny dla greckiego obywatela. Argumentowano, że skoro kryzys spowodowały elity, to dlaczego koszty ponoszą zwykli pracownicy. Wysunięto również oskarżenia wobec głównego pożyczkodawcy, Niemiec, że grabież i zniszczenia w czasie II wojny światowej kosztowały Grecję więcej niż jej obecny dług wobec tego kraju. W rezultacie obecnie mamy sytuację patową, z jednej strony Trojka deklaruje, że nie może pójść na dalsze ustępstwa, z drugiej Syriza nie może wycofać się z obietnic danych wyborcom. A grecka gospodarka coraz bardziej pogrąża się w chaosie ….

Po czwarte, populizmem często nazywa się odwoływanie się do naturalnych i pierwotnych instynktów człowieka, takich jak np. zawiść wobec bogatych - w Polsce bogactwo (inaczej niż w USA) nie jest atutem w karierze politycznej, przekonał się o tym np. Paweł Piskorski, chociaż w jego przypadku istnieją uzasadnione podejrzenia, że swój majątek zdobył niekoniecznie w sposób uczciwy. W ogóle zaglądanie politykom do kieszeni i portfela to ulubione zajęcie tabloidów. Bo jeśli coś pozostało mentalności Polaków z czasów socjalizmu to przekonanie, że wszyscy mają te same żołądki. W rezultacie mamy taką sytuację, że prezydent Polski, oficjalnie najwyższy urzędnik i najbardziej eksponowana osoba w Polsce, zarabia znacznie mniej niż niektórzy szefowie państwowych spółek....