Zacznijmy od wypowiedzi Tymochowicza dla pewnej stacji telewizyjnej, który komentując przebieg kampanii prezydenckiej po pierwszej turze wyborów, powiedział, że nie ma żadnej różnicy między wróżeniem z fusów kawy, a taką dziedziną wiedzy, jak ekonomia. „Tylko ekonomia ma lepszy PR niż wróżbiarstwo”.

I dalej Tymochowicz zdziwił się, jak można wierzyć ludziom z tytułami naukowymi, doktorom i profesorom ekonomii? „A dlaczego nie ma profesorów od wróżenia z kawy?” A na koniec zastrzegł, że może jedyną różnicą między ekonomią, wróżbiarstwem i uprawianiem PR jest ekonometria, gdzie wykorzystuje się trochę matematyki. „Ale sama ekonomia to bzdura, która na ogół się nie sprawdza”.

Wypowiedź Tymochowicza dotyczyła technik PR wykorzystywanych w kampanii prezydenckiej, a przytoczone przeze mnie jego wypowiedzi o ekonomii stanowiły wątek poboczny. Niemniej postanowiłem skupić się na tym i zaadresować do Członków OtokoClub, Ekspertów i ekonomistów pytanie:

 

Czy ekonomia jest wróżbiarstwem?

W latach 70 amerykański ekonomista Arthur Laffer opracował koncepcję teoretyczną, która znalazła potwierdzenie po dojściu do władzy prezydenta Reagana. Obniżone przez Reagana stawki podatków spowodowały większe wpływy do budżetu federalnego.

Laffer opracował wykres, którego krzywa dla stawki podatku 0 i 100% wynosi 0, czyli gdy brak stawki podatkowej (0% lub brak takiej stawki) lub stawka podatkowa wynosi 100% podstawy opodatkowania, to nie pojawią się żadne wpływy podatkowe. Dla zerowej stawki oczywiście zapłacony podatek wyniesie zero, lub inaczej mówiąc, oznacza to przychody (dochody) nieopodatkowane w ogóle. Ten sam efekt, a więc brak wpływów podatkowych osiągniemy, gdy przychód lub dochód obłożymy stawką podatku 100%.

Przykład: firma X uzyskuje dochód np. 10 mln zł z pewnej działalności, która obłożona stawką podatkową 100%, powoduje konieczność zapłaty podatku równego temu dochodowi, czyli 10 mln zł.

Sensu ekonomicznego to nie ma, stąd Laffer w swojej koncepcji zakładał, że żadna firma nie podejmie takiej działalności, aby wygenerować dochód, który w całości byłby odprowadzony w postaci podatku do budżetu.

Natomiast między stawką podatku 0 a 100% krzywa początkowo rośnie, osiąga maksimum (t*), później opada. Zgodnie z koncepcją Laffera, istnieje stawka podatkowa, która gwarantuje maksymalne wpływy podatkowe (Tmax).

Na krzywej Laffera można wyróżnić jeszcze inne, co najmniej dwa, interesujące punkty (t1) i (t3), dla których wpływy podatkowe są identyczne (T1). Zaskakujące może być to, że choć stawki podatku w punktach (t1) i (t3) mogą być znacząco różne, to budżet osiąga dokładnie takie same wpływy z podatku (T1). Jeśli rząd nie dokonuje zmian stawki podatku (t1) lub (t3), to nie będziemy wiedzieć, czy wpływy podatkowe mogłyby być większe po zmniejszeniu lub po podwyższeniu stawki. Natomiast jeśli rząd obniża stawkę podatkową, a podatek maleje, to można przypuszczać, że znajdujemy się pomiędzy punktami (t0 - t*) na krzywej Lafera. Jeśli w wyniku obniżenia stawki podatkowej wpływy z podatku będą większe, to znaczy, że jesteśmy pomiędzy (t* - tmax). Umiejętne posunięcia rządu powinny doprowadzić do ustalenia stawki podatkowej w optymalnej pozycji (t*), w której budżet najwięcej skorzysta (Tmax). 

Przyjrzyjmy się, jak działa podwyższenie podatku na wpływy budżetowe.

Media dziwią się, dlaczego rząd zdecydował się na podwyżkę akcyzy na papierosy, która przyniesie mniejsze wpływy podatkowe. Firma PWC przygotowała raport na ten temat jednoznacznie wykazując, że „skutki podwyżki akcyzy na papierosy w 2013 r. oznaczają, iż najprawdopodobniej przekroczono punkt ‘krytyczny’ na krzywej Laffera” oraz tutaj to opisała.

Rozsądek podpowiada, aby stawkę obniżać wraz ze wzrostem wpływów z podatków.

 

Jeszcze inny przykład

Kilkanaście lat temu rząd Leszka Millera przeforsował skokową obniżkę stawki podatku dochodowego CIT od osób prawnych z 27 do 19%.

Jeszcze w 2002 r. prasa donosiła, że „na zmniejszeniu planowanej obniżki rząd zarobi 1,5 mld zł”, a więc nie było woli politycznej lub nadwyżek budżetowych, które gwarantowałyby „poduszkę podatkową” po obniżeniu wpływów podatkowych. Wyjaśniam, że pojęcie „zmniejszenie planowanej obniżki” odnosiło się do stawek, które były zapisane w ustawie CIT. Stawki CIT miały się obniżać o 1 lub 2% co roku (patrz tabela w latach 1997 – 2003) i podobnie miało się stać w 2004 r.

Tymczasem w listopadzie 2003 r. rząd Millera przeprowadził przez sejm zmianę ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych CIT (Dz. U. Nr 202, poz. 1957). W wyniku noweli ustawy począwszy od 2004 roku stawka podatku dochodowego od osób prawnych została obniżona z 27 do 19%. Stawka obowiązuje do dziś, a więc niezmiennie od ponad 10 lat.

Czy po tak znaczącym obniżeniu stawki podatku nastąpiło znaczące obniżenie wpływów podatkowych?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie. Wręcz odwrotnie.

Czy ekonomia to wróżenie z fusów?

Pana Piotra Tymochowicz szanuję za jego doświadczenia w PR.