Tego rodzaju pytania zadano mi wiele lat temu w wywiadzie dla czasopisma „Cukrzyca a zdrowie”, przeznaczonego, jak sama nazwa wskazuje, dla osób, które muszą toczyć walkę z podstępną chorobą o przynajmniej w miarę normalne życie. Wywiad ukazał się numerze 10 czasopisma, ale nie podaje ono roku wydania. Rozmowę przeprowadził p. redaktor Sylwester Barski.

Po latach wracam do tego wywiadu i odkrywam, że nic się w mojej postawie nie zmieniło. Przerabiam go więc na tekst zwarty, rozszerzam i nieco modyfikuję, aby móc się jego treścią podzielić z użytkownikami portalu OtokoClub.

Niewątpliwie, co potwierdzają odkrycia genetyki, przychodzimy na świat z pewnymi uwarunkowaniami, skłonnościami. A więc rodzimy się albo optymistami, albo pesymistami. Wychowanie, wpływ środowiska, różnego rodzaju doświadczenia życiowe, ale też własna praca nad sobą mogą wzmocnić bądź osłabić wrodzone zdolności, skłonności i nastawienia, ale ani całkowicie ich nie wyeliminują, ani nie dodadzą zupełnie nowych. Jeśli tak, to bardzo ważne jest, aby każdy uświadomił sobie te swoje predyspozycje i uwarunkowania, bo dopiero wtedy będzie mógł z tym coś zrobić.

Przede wszystkim zaś będzie mógł lepiej je wykorzystać idąc przez życie. Załóżmy, że urodziłem się z charakterem optymistycznym, że mam optymistyczne nastawienie do świata. Wtedy, oczywiście, łatwiej mi jest żyć, ale bywają sytuacje, w których zderzenie z brutalnością świata będzie dla mnie bardziej ciężkie niż dla pesymisty. A zatem optymista w sytuacji, kiedy idzie mu dobrze, niech się cieszy życiem i niech próbuje maksymalnie je wykorzystać. Jeżeli natomiast coś go uderza – niepowodzenie, nieszczęście – zawsze może uruchomić jakieś rezerwy optymizmu, powiedzieć sobie: przecież jeszcze nie jest tak źle, przecież mogło być gorzej! Cieszę się, że nie jest gorzej, a jest jak jest.

A po drugie – może być lepiej… Jeśli natomiast człowiek urodził się jako pesymista i uświadomi sobie, że ma skłonność do pesymizmu, to już tym samym może poszukiwać tych jaśniejszych stron życia. Może powiedzieć sobie: „No tak, jest źle, tak jak przewidywałem, ale przecież zawsze może być jeszcze gorzej! To należy się cieszyć, że jeszcze nie jest gorzej”. W istocie powie sobie to samo, co optymista, ale jako pesymista jest bardziej uodporniony na ciosy życia. Tak więc podstawową rzeczą jest uświadomienie sobie, kim jesteśmy. Dopiero wtedy możemy się właściwie ustawiać wobec samych siebie i innych ludzi, właściwie korzystać z życia, dawać sobie radę z przeciwnościami losu. Poznaj samego siebie – takie wskazanie leży u początków filozofii, a był to nakaz głoszony zarówno przez grecką filozofię, jak i religię. Myślę, że niezmiennie pozostaje on nakazem zarówno religijnym, jak i filozoficznym.

Warto także zastanowić się, jak mogą na nas wpływać różne sytuacje życiowe. Na co dzień mamy do czynienia jakby z trzema sferami życia. Po pierwsze – z emocjonalną. Na przykład człowiek może się zakochać. Jak się zakocha, to może to być uczucie szczęśliwe albo pechowe, fatalne zauroczenie. W życiu przychodzi nam dokonywać różnego rodzaju emocjonalnych wyborów. Mogą one być dobre bądź złe. Jest to pewna konieczność. Drugą dziedziną jest sfera materialna. Aby żyć, musimy się odżywiać, ubierać, gdzieś mieszkać. Na to wszystko potrzeba środków finansowych. Musimy je jakoś zdobywać, dawać sobie z tym radę. Wreszcie trzecia sfera – zazwyczaj uważana za najważniejszą – to nasze zdrowie. Albo rodzimy się z dobrym organizmem, albo z jakimiś predyspozycjami do określonych chorób. Jeśli nasze zdrowie nie jest tak dobre, jak byśmy chcieli, to też musimy sobie z tym radzić. W jaki sposób?

Tu nie ma – i nie może być – prostej recepty, podobnie jak w pozostałych sferach. To zależy od tak wielu czynników – poczynając od indywidualnych uwarunkowań charakteru, a kończąc na tym, co przynosi nam życie – że danie prostej recepty jest niemożliwe.

Mimo to jednak ludzie takiej recepty szukają. To dlatego mnożą się w mediach, zwłaszcza w kolorowej prasie, w książkach, najrozmaitsze rady – na sukces, zdrowie, miłość, szczęście itd. A najczęściej chyba powtarza się tam rada: myśl pozytywnie! Otóż do tego typu porad należy podchodzić trzeźwo i sceptycznie. Przykładowo, jeśli ktoś naprawdę wie, jak zarobić pieniądze, to je po prostu zarabia, a nie pisze na ten temat poradników. Oczywiście, autor takiego poradnika może na tym sporo zarobić, ale ktoś, kto taki podręcznik przeczyta, na pewno nie zostanie tylko dzięki temu milionerem. Bo to nie tędy droga. W tej i każdej innej sytuacji rada typu: „myśl pozytywnie” jest pusta.

Trzeba by jeszcze wypełnić ją jakąś określoną treścią, w odniesieniu do konkretnego człowieka, do jego indywidualnych cech, konkretnych spraw i sytuacji, w jakich się znajduje. Danie ogólnej formuły jest niemożliwe, choć skądinąd jest ona słuszna, jako że optymista powinien myśleć pozytywnie w tym znaczeniu, że powinien czynić użytek ze swego optymistycznego charakteru, a pesymista powinien maksymalnie wykorzystywać owe pesymistyczne spojrzenie na świat na zasadzie, że „mogło być gorzej, a nie jest, zatem jest dobrze”. Więc w tym sensie jest to rada słuszna, ale – powtórzmy – po wypełnieniu jej konkretną treścią w odniesieniu do konkretnej sytuacji konkretnego człowieka.