Kiedy Putin pojawił się Moskwie, a były to w ostatnie lata rządów prezydenta Jelcyna walczyły ze sobą o władzę w Rosji dwa nieformalne ugrupowania: grupa „demokratów” (wspierana przez wielkich przemysłowców, tzw. oligarchów), zwolenników proeuropejskiego kursu i wolnorynkowej demokracji oraz grupa tzw. siłowików (wspierana przez komunistów), osób powiązanych z siłowymi organami (wojsko i tajna policja), zwolenników silnego, autorytarnego państwa, centralnie sterowanej gospodarki i antyzachodniego politycznego kursu.

Sytuacja w kraju była katastrofalna: liberalne reformy przyczyniły się wzrostu nierówności społecznych i bezrobocia. Przegrana wojna z małą, separatystyczną muzułmańską republiką Czeczeni upokorzyła Rosję i jej rząd. Schorowany prezydent Jelcyn wydawał się niezdolny do podjęcia jakichś zdecydowanych kroków politycznych, uzdrowić gospodarkę i przywrócić autorytet władzy. I wtedy pojawił się pomysł – oligarcha Borys Bieriezowski, wtedy bliski doradca Jelcyna, już na emigracji twierdził, że to była jego idea - żeby władzę nad Rosją oddać w ręce Władymira Putina. Putin miał opinię przekonanego demokraty, ale też utrzymywał bliskie kontakty z grupą „siłowików”. Tym samym był akceptowany przez obie rywalizujące strony. Oligarchia sądziła, że Putin osoba nieznana i bez zaplecza politycznego będzie tylko marionetką w jej ręku, że będzie można łatwo nim manipulować. Wkrótce miało się okazać jak bardzo pomylono się w ocenie jego osoby.

Putin zaczął rządy od tego, że bezwzględnie i krwawo rozprawił się z czeczeńskimi separatystami. To dało mu ogromną popularność w społeczeństwie. Później zabrał się za oligarchów. Ci, którzy nie chcieli się podporządkować jego władzy musieli uciekać z Rosji (tak jak sam Bieriezowski) albo trafiali do więzienia tak jak Chodorkowski. Szczęście mu sprzyjało, bo sytuacja gospodarcza na świecie stopniowo się poprawiała i rosło zapotrzebowanie na główny (przynoszący wtedy 70-80% dochodu narodowego) towar eksportowy Rosji: gaz ziemny i ropę naftowa. Wówczas cena baryłki ropy wynosiła około 12$, by w przeciągu następnych kilkunastu lat wzróść ponad dziesięciokrotnie. Gospodarka światowa przeżywał boom i potrzebowała wciąż więcej gazu i ropy. Dodatkowo na cenę wpływały obawy, że zasoby ropy i gazu są na wyczerpaniu. I był taki okres, że cena baryłki ropy dochodziła do 200$.

Można wiele zarzucać Putinowi, ale nikt nie kwestionuje tego, że kraj pod jego rządami się zmienił na lepsze. Zyski z ropy i gazu zostały zużyte dla podniesienia poziomu życia obywateli, obniżenia podatków, przyciągnięcia zachodnich inwestorów z nowoczesną technologią. Najbardziej spektakularnym przekładem rozwoju Rosji Putina jest armia. Wojsko rosyjskie to nie jest ta armia, którą bili czeczeńscy muzułmanie podczas Pierwszej wojny czeczeńskiej. Dzisiaj to świetnie wyszkolona i zdyscyplinowana oraz wyposażona w najnowszą broń armia. Przekonały się o tym wojska gruzińskie podczas wojny o Południową Osetię w 2008 r. W 2015 r. rosyjskich wojennych przewag boleśnie doświadczają na swojej skórze Ukraińcy. Ale jednego Putinowi nie udało się osiągnąć – wciąż gospodarka rosyjska jest silnie uzależniona od sprzedaży surowców energetycznych ropy i gazu (eksport daje ponad 50% dochodu narodowego).

Jakie są zamiary Putina w stosunku do Ukrainy, do tzw. bliskiej i dalekiej zagranicy? Niektórzy eksperci twierdzą, że Putin zamierza odbudować ZSRR. Inni sądzą, że Putin realizuje plan Aleksandra Dugina, stworzenia euroazjatyckiej przestrzeni, tzw. russkiego miru. Sądzę, że obie odpowiedzi są błędne. Putin niegdyś powiedział, że nie ma rozumu ten kto chce odtworzyć ZSRR, i nie ma serca ten kto nie żałuje jego rozpadu. Jestem przekonany, że tak właśnie myśli. Bo Putin jest człowiekiem racjonalnym, a-ideologicznym oraz a-religijnym, chociaż chętnie posługuje się ideologią i religią dla osiągnięcia swoich celów. A niewątpliwym celem jest stworzenie z Rosji potęgi światowej.

Jak w tym kontekście rozumieć działania Rosji w Krymie i wschodniej Ukrainie? Mam w tej sprawie własną koncepcję, własną hipotezę, różną od tego, co mówią nasi telewizyjni eksperci. Zacznijmy od uświadomienia sobie tego, że kryzys gospodarczy w Rosji jest w niewielkim stopniu rezultatem sankcji. Co więcej, o możliwości kryzysu mówiono już kilka lat wcześniej. Po prostu wyczerpały się dotychczasowe źródła wzrostu. Ceny na gaz i ropę zaczęły spadać jako rezultat zmniejszonego zapotrzebowania na surowce energetyczne z powodu słabej kondycji gospodarki na świecie. W 2014 r. dodatkowo okazało się, że Amerykanie wcześniej znaczący importer gazu, w rezultacie zwiększenia wydobywania gazu ziemnego z łupków, są w stanie samodzielnie zaspokoić swoje potrzeby. To spowodowało dalszy gwałtowny spadek cen gazu. Po drugie, trzecia kadencja prezydentury Putina rozpoczęła się od gwałtownych demonstracji, głównie młodzieży. Zwyczajnie ludzie poczuli się oszukani przez manewr wyborczy Putina. Ponieważ Konstytucja zabrania sprawowania rządów przez więcej niż dwie kolejne kadencje, Putin pozwolił swojemu sojusznikowi D. Miedwiediowi pełnić funkcję prezydenta przez jedną kadencję, sam pełniąc funkcję premiera. A w następnej kadencji on zajął stanowisko prezydenta, a premierem został Miedwiediew. Tym sposobem Putin i Miedwiediew mogą pełnić władzę aż do swojej śmierci. I nie ma żadnych szans na zmianę.

Przypuszczam, że kremlowscy stratedzy byli bardzo zaniepokojeni kryzysem politycznym i zbliżającym się kryzysem ekonomicznym. A co robi autorytarny władca w obliczu wewnętrznego kryzysu? Stara się przenieść kryzys wewnętrzny na zewnątrz, sprowokować konflikt z zewnętrznym wrogiem. Zewnętrzny wróg integruje społeczeństwo. Zagrożenie ze strony obcych osłabia lub unieważnia wewnętrzne spory. Społeczeństwo skupia się wokół swojego przywódcy. Na przykład, panująca w Argentynie Junta w obliczu kryzysu ekonomicznego przypomniała sobie wiekowym sporze z Wielką Brytania o Falklandy i zajęła wyspy zapoczątkowując tzw. Wojnę o Falklandy. Podobnie postąpił W. Putin przyłączając do Rosji Krym. A jego popularność, pomimo coraz cięższych warunków życia w Rosji poszybowała w górę: jeśli na początku kadencji cieszył się poparciem mniej niż połowy społeczeństwa, to po Krymie miał już 70-80 % zwolenników.

Jaka czeka przyszłość Rosję i Ukrainę? Dla Putina najlepszym wyjściem było sfederalizowanie Ukrainy. Tym sposobem mając wpływ na wschodnie regiony kraju, zamieszkałe przez rosyjskojęzyczną ludność i kulturalnie i gospodarczo ciążące ku Rosji, mógłby blokować strategiczne decyzje władz kijowskich; na przykład w kwestii wstąpienia Ukrainy do UE lub NATO. Jeśli tak się nie stanie to w tej chwili głównym celem będzie zdobycie drogi lądowej na Krym (czyli opanowanie przez separatystów Mariupola). Co prawda, powstał projekt zbudowania mostu łączącego Rosję z Krymem, ale to jest jeszcze daleka przyszłość.

Przypuszczam, że w dalszym ciągu będą podejmowane różne działania destabilizujące ukraińską gospodarkę i politykę. Powód jest oczywisty: chodzi o pokazanie innym społeczeństwom, które też miałyby ochotę pójść szlakiem Ukrainy, że ta droga prowadzi do nikąd. Nie myślę jednak, że Rosja zamierza w ten sam sposób traktować kraje nadbałtyckie. W tzw. hybrydowej wojnie podstawowym elementem jest wsparcie miejscowej ludności. Problem w tym, że chociaż w niekórych krajach (na przykład w Łotwie) jest duża mniejszość rosyjska, skonfliktowana z rządem centralnym, to jednak wątpliwe czy np. łotewscy Rosjanie gotowi będą przyłączyć się do Rosji. W przypadku Krymu i Donbasu decydującym czynnikiem była niezdolność ukraińskiego rządu zaspokojenia podstawowym potrzeb tamtejszych społeczeństw. Na Łotwie, Estonii czy Litwie ten argument nie zadziała. A poziom życia w Prybałtyce jest być może nawet wyższy niż w Rosji.

Niestety, w czarnych barwach widzę przyszłe stosunki polsko-rosyjskie. Sytuacja na Ukrainie wciąż będzie wpływać negatywnie na ich kształt. Jestem też pesymistą jeśli chodzi o Ukrainę. Najlepszym wyjściem byłoby oddanie Donbasu Rosji i zajęcie się sprawą reform gospodarczych i politycznych. Wojna i reformy – tego się nie da pogodzić. Jednak na to nie ma zgody ani w społeczeństwie, ani w politycznych elitach. A tymczasem wśród naszych sąsiadów kształtuje się antyukraińska i prorosyjska koalicja. Już nie tylko Węgry, ale i Czechy i Słowacja coraz mocniej mówią o zniesieniu sankcji. Polska ze swoją proukraińską postawą jest coraz bardziej izolowana.

Stare żydowskie przekleństwo ostrzega „Obyś żył w ciekawych czasach”. I chyba się spełnia.