Obraz w soczewce ma dwie części pod i nad wypukłością - punktem największego oddalenia od obwodu. Podobnie jest z Belgią. Jej dzieje, tradycje, wyrafinowana kultura to istotna część oglądanego a nawet przeczuwanego obrazu. Drugą stopniowo poznawaną częścią tego etnosu stanowią cechy ludzi, ich postawy, przeświadczenia, wygłaszane opinie i reakcje. Obserwacje autora zapisane w różnych partiach książki, jego subtelność i poczucie humoru, pozwala mu z empatią oddać specyficzne cechy znamionujące to etnicznie podzielone społeczeństwo, docenić je i zrozumieć. Zapewne z przyczyn charakteru jego pracy i tak istotnych w tym państwie barier językowych w książce najwięcej informacji obok historii, polityki, religii i obyczajów zajmują opisy Brukseli jej gmachów oraz wybrzeża flandryjskiego. W obu prowincjach belgijskiego państwa doszło do swoistej wymiany zamożności. Południe kraju przez długi czas było częścią zagłębia węglowego Pactal, które przyjmowało do pracy emigrantów z różnych części Europy. Kiedy po II wojnie światowej zasoby węgla koksującego skończyły się, większość kopalń zamknięto i pogaszono piece hutnicze - Ardeny stały się oazą spokoju, rejonem czystego powietrza i wody, w których sennym, pagórkowatym terenie można wspominać batalie europejskich wojen. Szkoda, że w książce nie zalazło się więcej informacji o mieszkańcach Walonii, ich walce o utrzymanie wysokiego poziomu życia, reindustrializacji i wychodzeniu z kompleksów zubożonej części kraju. Zamieszczone w książce dwie wklejki zawierające 63 fotografie próbują to równoważyć. Państwo belgijskie od roku 1993 jest federacją i gdyby nie rozległa stolica, stanowiąca osobny region,  w której reprezentowane są interesy zarówno francuskojęzycznego południa jak i flamandzkiej północy, wiele razy stało na krawędzi, sprawiając wrażenie tworu politycznego, który już dawno powinien się rozpaść.

Gościnność i belgijski stan zawieszenia

Do XIX -wiecznej Belgii wyemigrował po zamachu stanu Napoleona III, na kilkdzieściat lat, Wiktor Hugo. Kończył tam powieść „Nędznicy” zanim osiadł w miejscowości Vanden na terenie księstwa Luksemburg. W jednej z kamienic przy brukselskim Grand Place Karol Marks układał Manifest Komunistyczny. W roku 1833 po wydaleniu z Francji za związki z karbonaryzmem, znalazł schronienie w Belgii na resztę życia, Joachim Lelewel, czołowa postać Powstania Listopadowego i Wielkiej Emigracji, ojciec historiografii polskiej. Do dwudziestowiecznej Belgii na emigrację tyleż zarobkową, co polityczną udał się Edward Gierek.  Przebywał tam w latach 1937 -1948, a od roku 1941 brał czynny udział w belgijskim ruchu oporu. Wszyscy, którzy na krócej lub dłużej zagościli na belgijskiej ziemi opuszczają to państwo z żalem. M. Orzechowski oddaje w trafnych i prostych słowach afirmatywny stosunek Belgów do świata, do płynności życia i wszystkich aktualnych problemów:

„Krok po kroku zaprzyjaźniałem się z tym krajem i jego ludźmi, którzy mniej od innych odczuwają potrzebę dominacji nad obcymi, którzy każdemu - swojakowi czy obcemu - zostawiają swobodę bycia takim, jakim chce, którzy chętnie zgadzają się z odmiennym zdaniem i którym nie przeszkadza indywidualizm w zachowaniu. Czasem można przez to czuć się w Belgii nawet samotnym, chociaż samym - nigdy” (s. 18).

Belgowie prezentują, choć nie narzucają znaczący indywidualizm, niekiedy wręcz egoistyczny, czy lekko anarchizujący, ale postawa taka ułatwia życie zarówno im jak i przybyszom:

„Skoro tu się urodziliśmy, musimy nasze życie przeżyć, ale bardzo prosimy nam w tym jak najmniej przeszkadzać. To jest jeden z ważnych powodów dla których zjeżdżający do Brukseli obcokrajowcy po krótkim okresie adaptacji wchłaniają w siebie belgijską afirmację i kiedy dobieg kres ich pobytu, opuszczają tan kraj z ciężkim sercem. Wielu, jakże wielu usiłuje za wszelką cenę pobyt przedłużyć lub skorzystać z zawartych znajomości i kontaktów, aby w Belgii zostać na wiele jeszcze lat lub na stałe” (s.276).

Flamandowie mówią językiem prawie niderlandzkim - tym samym, który używa się w Holandii. Różnice występują w akcentowaniu i niektórych archaicznych określeniach. Większość literatury w Belgii tworzono w języku francuskim. Po francusku pisał ojciec literatury narodowej Belgów Charles de Coster, autor alegorycznej powieści o XVI wiecznych walkach Flamandów z Hiszpanami „Przygody Dyla Sowizdrzała”, podobnie jak laureat nagrody Nobla za rok 1911, dramaturg Maurycy Maetrlinck, czy urodzony w z Belgii surrealistyczny poeta i podróżnik Henri Michaux. Gdy w roku 1983 Hugo Claus wydał powieść napisaną w języku flamandzkim Het verdriet van België, [wyd. pol. pt. Cały smutek Belgii, PIW, 1994], opartą na wątkach autobiograficznych, uznano ją za epopeję narodową. W powieści Clausa ojciec głównego bohatera wypowiada słynne zdanie, które weszło do kanonu opisu kraju nad Skaldą i Mozą. „Belgia nie jest żadnym krajem, jest tylko pewnym stanem, tylko pewną sytuacją...”. Autor socjologicznego reportażu definicję tę komentuje:

„[...] Jej historia, polityka, kultura i losy jej mieszkańców są tak zagmatwane, tak zaskakujące i ciekawe, że nie sposób ująć ich w żadne schematyczne ramy. Wymykają się wszelkim stereotypom. W Belgii wszystko płynie. Jej stan i sytuacja ulegają ciągłym zmianom, fluktuacjom, a skoro tak, Belgię trudno jest opisać nawet samym Belgom, zatem i trudno jest przekazać na zewnątrz ujednolicony obraz kraju, ponieważ takiego obrazu po prostu nie ma”(s. 40).

Z prezentowanej książki można by wybrać wiele innych cytatów, świadczących o anty-etatystycznej postawie Belgów, o postępującej sekularyzacji społeczeństwa niegdyś przywiązanego do katolicyzmu  i o jego niecodziennej skromności.  Nawet najbardziej precyzyjne zdania  jedynie usiłują oddać  klimat kraju,  jego atmosferę, w której można się rozsmakować w  sposób przypominający upodobanie  do kulinarnego wyrafinowania.

 

Marek Orzechowski, Belgijska melancholia. Belgia dla nieprzekonanych. Wyd. Muza S. A. Warszawa 2011, seria „Spectrum”.